środa, 29 kwietnia 2009

Ring of Fire

Borko, w związku z tym, że nie mam ostatnio czasu na nic, to nie będzie wpisu o Johnnym Cashu, który sobie zaplanowałam. Zresztą, a kogo to w sumie obchodzi dlaczego lubię Człowieka w Czerni:-)
W zamian ulubiony numer Ring of Fire:

...i jeszcze w wykonaniu niesamowitych (choć lekko nadgryzionych czasem) chłopaków z Social Distortion:

piątek, 24 kwietnia 2009

Z małym "prosiatkiem" w Lubiążu:-)


Całkiem nieźle "Małe Prosiatko" wyszło w kapelusiku... tylko za cholerę nie wiem, czemu mnie Najlepszy z Braci nogi skrócił o ładnych parę centymetrów, że o stopach nie wspomnę he he:-)

czwartek, 23 kwietnia 2009

Dziś straszymy z Pankiem w radio:-)

Borko - w związku z tym, że dzisiaj straszymy razem z Pankiem w Radiu Wrocław, to w sumie zapraszam do słuchania nas o 17.30, ale właściwie to na wieczór bardziej polecam "Pankowego bloga" czyli Horrorowisko.
No i jeden z bardziej ciekawych wampirów wszech-czasów poniżej z nie-odżałowanym dialogiem, eh gdzie te czasy;-)

wtorek, 21 kwietnia 2009

Gwoździe podróży - czyli kwestia kierunku


Borko, ano od jakiegoś czasu Wschód walczy z Zachodem - jak to się mówi:-) W sensie podróży afkors. Ale do lipca jeszcze trochę czasu, więc trzeba spokojnie i racjonalnie rozważyć to i owo zanim "inżynier Mamoń" zdecyduje się spakować walizkę.
Więc może pozostając w kręgu geograficznym... zdało mi się tak: w Wawce ostatnio sobie nabyłam Gabriele D`Annunzio u źródeł ideologicznych włoskiego faszyzmu Joanny Sondel-Cedarmas - bardzo zgrabne opracowanie, co tu dużo mówiąc pierwsze w naszych czasach w Polszy i cieszyłam się jak dzieciak z tej książeczki, bo to właśnie taki przebłysk pradawnych czasów przed-internetowo-komórkowych kiedy sztuki G-D'A bardzo mnie się podobały, a w 90. bodajże roku wystawiono "eksperymentalną" Tamarę (gdzie postać komendanta Fiume została odegrana) właśnie Stol(n)icy - i choć teraz z tego co sobie mogę z puzzli niepamięci poskładać to chyba to wszystko nieco myszką trąciło, wówczas zagryzałam paznokcie z zazdrości o tych co sobie mogli taką sztukę oglądnąć. Ale nic to. Czasy się zmieniają, potrzeby tyż. Tak czy inaczej książka o tematyce nieco retro albo mówiąc modniarsko vintage - warta kilku nocek w tygodniu. Więc geografia: Triest czy Rijeka (Fiume)? Jedno i drugie zaliczone - choć, a i owszem dawno temu i czasem korci przekonać się czy nadal tak fantastycznie tam łączy się imprezowanie z polityką.
Dalej.
Nabyła i przeczytała też kawałek o Wiedniu i tradycyjnie śmierci. Gerhard Roth - Podróż do wnętrza Wiednia. Ba. Eseje z innych czasów, z innej Europy oraz innego rozliczania polit-sennego, ale dobrze mnie się to czytało, bo ja ten Wiedeń tak właśnie lubię lekko trupio sfrustrowany, a przy tym jednocześnie wyniosły. Inna sprawa - podróżując to my też wnosimy coś w miejsce odwiedzane przez nas, stąd pewnie stolica Austrii dla każdego znaczy co innego. Na marginesie - Roth to mnie przypomniał, że z jakiegoś powodu polubiłam kiedyś pana M. Foucault - tak, a i owszem czasem warto sobie przypomnieć dlaczego tak się stało i o tym, że nie należy odcinać swoich :-) fundamentów :-) Roth też widać M.F sobie upodobał bo cała ta książka to jedno wielkie westchnienie w kierunku Foucault. Więc Wiedeń - był ubiegłą wiosną, choć teraz też czasem tęskno... Ale, ale...
Z drogą Ags zamarzyła nam się konferencja polsko-rumuńska (choć wiele osób nie wierzy w ten projekt to naszym zdaniem się uda:-), bo po wielu smętnych latach udało się zarazić ludzi filozofią z Karpat:-). Więc może jednak droga do Stambułu (czy jak to Mo stwierdziła - Zdobycie Konstantynopola) przez Węgry i Romanię? To plan pierwotny - i ileż zapewne atrakcji po drodze.
Jednak...
Najgorsze jest to, że zobaczyłam ostatnio...Vicky Cristina Barcelona Woody Allena. I kuwa, jak mnie ten film rozbawił na wiele różnych sposobów to tak sobie pomyślałam, że może jednak Barcelona?
Dobra, to tyle w przerwie przed lunchem, który właśnie Mo szykuje - będzie DIY w stylu wege, całkiem cool się zapowiada... o przepraszam jednak indyk ma być, więc nie udajmy, że vege:-)

Ps. I 23 czerwca NIN na Malcie w Poznaniu:-)
Łoł, to był niegdyś fajny numer, a w sumie to i może jest nadal (poprzednią całą wersję usunięto YT - nie "chcem mnie się" szukać znów, więc bardziej ocenzurowana):

I ten, co to JC - wyśpiewał, a Najlepszy z Braci ponuro stwierdził, że to numer o jego byłej małżonce (zresztą piękna M lubiła go śpiewać):

A ja po privie to lubię ten meeting artystyczny:

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

I niebo takie błękitne:-)


Borko - a więc pozostaje mi tylko życzyć powrotu do zdrowia, bo umówmy się historia z Twoim uchem to raczej opowieść w stylu gore, a nie szpitala na peryferiach. I ku przestrodze, choć nie wiem czy od prawdziwych historii da się zwiać, bo te wydumane z bzdur to przynajmniej po otrzeźwieniu znikają z głowy;-) Więc co tu wiele mówić - stawaj na nogi bejb bo następne wyprawy czekają - a w załączniku taka migawka z wjazdu przez bramę do Lubiąża, gdzie po trzech latach znów się w weekend "panoszyłam" tylko "filozowsko" mówiąc jednak tym razem było inaczej :-) A to niebo bardziej błękitne, a to pogoda ostrzejsza i bardziej światło kontrastem zapodawało, no i więcej można się było po "obiekcie" poszwędać - choć ciągle jeszcze za mało. Ale drewniana ławeczka pod kościołem św. Jakuba, na której kiedyś ucięło się pogawędkę na temat kwestii języka w nazewnictwie sakralnym stoi sobie nadal, choć tym razem nikt na niej nie usiadł. Bo to jest dokładnie tak jak z tą szubienicą z baśni braci Grimm pod którą można posłuchać tajemnice zlatujących się tam wron - niestety tylko czasem, ba, może nawet i raz w życiu. Tako i ławeczki bywają nie takimi zwykłymi siedziskami, a mają swoje sekreciki:-)
Dość powiedzieć - 3 maja wyruszam z Małą Blogerką na planowane od lat trzech zdobycie Śnieżnika i takie tam inne różne sprawy związane ze zwiedzaniem okolic włości Marianny Orańskiej, o której w rzeczy samej kiedyś z Małą napisałyśmy tekst całkiem chyba nawet zgrabny. I tylko żal, że nie na swoim rowerze pojadę, ale może z punktu widzenia "programu" jaki planuje MB to może i lepiej nie brać swego "pojazdu".
A w kwestiach innych - to cóż tam, wiosna, a nawet lato dobija się do drzwi:-)

środa, 1 kwietnia 2009

W podróży puszczając się z płytami smętnymi czasami...(czas na przerwę)


Borko, jakoś to tak układa się zawsze w podróżach pociągiem, że słuchamy zaległych płyt, po które nie sięgamy zazwyczaj w domach wszelakich, albo po prostu brakuje nam konceptu żeby z nimi obcować w miejscach określonych bez-ruchem. A tak tłukąc się w całkiem znośnych warunkach - choć bez przesady, ale nie będę na żywo tutaj obgadywać z kim jadę i jak sobie poklasyfikowałam moich współpodróżnych, a oczywista zrobiłam to niechybnie...
Nevermind(e).
Myzyka - a więc jestem sobie gdzieś między panem Cave Nickiem, a nostalgicznymi wyczynami The Lover bądź neo-swingowymi klubowszczakami Ram Jam Band... I myślę sobie dokładnie o NICZYM - cokolwiek to znaczy, bo nic może mieć bardzo wiele głębi, to takie nic, które Pielewin Wiktor nazywał Pustota afkorsik. A i jeszcze jadę sobie z "Rumunem" jednym, którego pragnę w końcu skonsumować, tak aby coś z tego wyszło konkretnego, bo jak widać po wpisie literackim Dantego - ostatnich gryzą psy, i przynajmniej wiem dlaczego wolę koty;-) Choć ogólnie - zatrzymując się na efekcie palowania - to jakoś mi się wydaje, że trzeba byłoby mu głębi wieloznaczności nadać, wszak palowanie bandytów czy adwokatów (skąd indziej bardzo przydatnych) mało wzruszające jest;-)
Dla odmiany, inny drogi mi Rumun-gnostyk Mircea Cărtărescu wbił mi się do głowy ostatnio Rilke Maria Rainerem - a już myślałam, że dość i nigdy nie przeczytam więcej tego cholernie jadącego na wysokim "C" poety i, że kuwa "never, never", ale jak widać zawsze los nam lubi spłatać figla, żebyśmy tak pewni swego nie byli.
Ale, że mam rację to wystarczy tego Rilkego właśnie przeczytać: Samotność jest tak jak deszcz. Z morza naprzeciw wieczorom wznosi się; z równin, co dalekie są i odległe, płynie ku niebu, którym zawsze włada. I dopiero z nieba na miasto opada. Kropi w bezpłciowe tu na dół godziny, gdy w ranek ulice wchodzą zakrętami i gdy ciała, co nie znalazły ni krztyny, odwracają się smutne, zawiedzione plecami; i gdy ludzie, co żarci są nienawiściami, jednym łóżkiem muszą spać związani: wtedy samotność płynie z rzekami...
Przyszło mnie na myśl pożalić się trochę :-), ale są takie zasady, które wykluczają jęczenie nawet na najbardziej prywatnych blogach i nawet w najbardziej prywatnych rozmowach. I to na czas jakiś byłoby na tyle. Jak to mawiała Mała Blogerka - muszę się z tym przespać.