wtorek, 22 kwietnia 2008

Marzy mi się bankiet filozoficzny:)


Borko od czasu do czasu zastanawiam się czy nie porzucić jednak prywatnego blogowania. Czasu "niet", albo znów nie wiadomo jak ugryźć pewne tematy żeby je opisać przystępnie albo zabawnie. To bardzo trudna rzecz. Im dłużej tu jestem tym bardziej zdarza mi się myśleć o świecie jak o zbiorze oczywistości. Tak jak byśmy przez tysiąclecia nie zmienili się zupełnie, nie wykształcili żadnych nowych narzędzi poznawczych ani komunikacyjnych, nie nauczyli się niczego mniej ani więcej niż mieliśmy na początku - tym mitycznym początku, o którym nikt nic nie wie po za śmieszną (czasem) wiarą w to, że był w ogóle. Mogłabym powiedzieć tak: zarówno mądrość jak i głupota mają się dobrze i w tych samych proporcjach co choćby sto lat temu:)
Kręcimy się wokół tych samych koryt i namiętności co trzysta lat temu. Hołdujemy tym samym przesądom (tylko ubranym w fatałaszki nowoczesności) co tysiąc lat temu. I wszyscy bez wyjątku wiemy o celu życia dokładnie tyle ile jesteśmy w stanie uwierzyć, zawierzyć, wyśnić, marzyć bądź zamamrotać w jakimś widzie.
W zasadzie świat prawie się nie porusza jeśli chodzi o rzeczy dla nas najważniejsze - w istocie ważne, bo ta cała reszta "ułatwiająca nam byt" to po prostu didaskalia. Oczywiście muszę dodać - czasem bardzo miłe didaskalia, ale bycie miłym do miłości na przykład ma się tak nijako jak zjadanie tortu (współczesnego tortu) Sachera do kawiarnianego mitu związanego z tą nazwą :)
Choć moja droga Borko, całkiem miło było poimprezować w Świdnicy, całkiem miło pospacerować pod zamkiem Grodno - ale jak wspominam te rozjechane żaby to rwie mnie na rzyganie jak cholera.
O prywatnych sprawach i plotkach - chwilowo nie chce mi się pisać. A przed nami długi weekend majowy i może warto popłynąć gdzieś daleko w jakieś cieplutkie miejsce - bo wiosna made by Polsza - jak widać za oknem dokładnie taka o jakiej pisałam.
By the way pocieszeń - nieoceniona w swej drogości redaktor Sylvunia zwiozła swojej zrzędliwej (już prawie dicensowskiej) przyjaciółce absynta z Barcy - dobrego jak należy zaznaczyć w tym momencie, więc łącząc siły z trunkami z tańszego centralnego południa można pomyśleć o jakimś bankiecie filozoficznym ;)

1 komentarz:

mała blogerka pisze...

a mi się marzy uścisk dłoni takiego jednego :) i jeszcze mi się marzy, żeby w moim pokoju nie było szafy i jeszcze mi się marzy fajka za ścianą :) no i marzy mi się, żeby w weekend nie było tyle zajęć :) i marzy mi się znowu nowy bucik :) i spacer po górach w bardzie :) i sałatka mi się marzy z tuńczykiem hiszpańskim :) i marzy mi się, żeby pająki nie atakowały :) a poza tym, to świat się może walić :))))))))))))
taka wizja hedonistyczna w ten piękny dzień :)