poniedziałek, 26 maja 2008

Przesłodzone lansiarstwem pozdrowienia z Zopot;)


Borko nie ma co kryć - Zopot to lansiarnia i wywalanie kasy na lewo i prawo;) I tak się składa, że trafiłyśmy do tego kotła z rozpędem i było fajnie (jeszcze jest bo wyjeżdżamy za godzinę).
A więc bez tłumaczenia się: pozdrawiamy z Sopotu, gdzie jadły, piły gin (zaskakująca zmiana repertuaru) opalały się, moczyły kopyto, pływały "rwącą rzeką" oraz okładały się glinkami w łaźniach tureckich, a zaraz zakupią masę wędzonej ryby od rybaka...
:)

ps. I jeszcze Malbork zaliczymy :)

sobota, 24 maja 2008

Wine party u ojca dyrektora:)


Borko! Allo, Allo z Torunia:) A to właśnie dotarłyśmy parę ładnych godzin temu do "gotyk na dotyk" cudnego miasta Mikołaja Kopernika, zajefajnej architektury, wspomnień z podróży z mamą i tatą Muminka ;) oraz Ojca Dyrektora.
Jak na razie - tradycyjnie trafiłyśmy na festiwal, czyli przysłowiowy ch... zimował w kwestii hoteli co oznaczało jeżdżenie, szukanie, dzwonienie, ale teraz siedzimy sobie w bardzo retro cool obiekcie "Pod orłem" na ul. Mostowej nieopodal starówki i tuż przy średniowiecznych murach miasta, sącząc kolejna butelczynę czerwonego wytrawnego i spozierając na przeróbkę Róż Europy - kawałka Jedwab - cóż obciach czasem jest wskazany :)
Nooo, ale Toruń pięknym miastem jest. Architekta taka, że paszcza opada i tradycyjnie ja na kolana padam przed geniuszem konstrukcji domostw i innych obiektów, dziś jeszcze do tego festyn w całym mieście, bo TV na żywo stąd nadawała, ale nieco inna niż ta co ma Trwać na wieki wszelakie :)
Co prawda jeszcze czeka nas jutro (dziś) kwaśne wydarzenie związane z wystąpieniem na konferencji, ale wszak to tylko małe beknięcie podczas całej wieczerzy, więc śpieszę Was poinformować, że jutro o tej porze będziem z Sopot nadawać:)
Tiaaa, życie jest piękne - jak podróż bez kresu celu jak Noc w Lizbonie i następujące po niej Śniadanie u Tiffany'ego :)

piątek, 16 maja 2008

Leniwe


Borko, lenistwo wcale nie oznacza robienia "nic". Można czasem być bardzo zabieganym, bardzo zarobionym, a jednocześnie leniwym. Bo lenistwo to stan, w którym nie chce nam się reagować bądź wchodzić w interakcję. Piszę to dlatego bo otóż właśnie dopadło mnie lenistwo w stanie czystym. Tak więc pracuję sobie, żyję sobie i takie tam inne, ale za całą chińską "republikę ludową" (zresztą kto by ją tam chciał;) nie jestem w stanie zmobilizować się do czegoś "więcej". A i owszem bywa fajnie, ale to fajnie jest tylko w łóżeczku wieczorem z książeczką i w tej cudownej chwili początku snu, kiedy to wiemy, że zaraz zaśniemy i to że to dopiero początek snu, a nie ten koszmarny moment pobudki. I tak to jest od dni paru.
Nie wiem, nawet mi się nie chce na tematy ideologiczne "kłócić", cholera chyba chora jestem, albo co?

niedziela, 11 maja 2008

Testując nowe połączenia


Borko jak sama dobrze wiesz - nowe łącza komunikacyjna to ciekawa przygoda, która może zakończyć się albo euforią, albo rozczarowaniem ;)
Dziś jest ten dzień wpisu na bloga za pomocą "nowego łącza". I jak? Hm, oprócz szumnych nazw z biznesem w tle jakoś mnie na kolana "pomarańcza" nie powala niestety. Fakt - mury u mnie grube i zagęszczenie architektoniczne brył spore, ale do k... nędzy - to jest centrum tego miasta i raczej powinno to wszystko działać lepiej. Eh, szkoda słów. Mam wrażenie, że Polsza pod względem sieciowym to wąskie pastwisko otoczone elektrycznym pastuchem pod wysokim napięciem. Neverminde.
Są sprawy lepsze i fajniejsze do opisywania. takie jak choćby książki. Czytam ja ci właśnie sobie (zmierzając już ku końcowi) Pokutę Iana McEwana. Dość powiedzieć - ksiżka fajna, akurat do łyknięcia na weekend. Jak lubicie brytyjskie psychologizmy w stylu "szkic do portretu" - "studium obrazu" - to będziecie bardzo zadowoleni z tej pozycji. Właściwie Pokuta to opo2wieść leniwa, przewidywalna, pozbawiona fajerwerków, a jednocześnie skutecznie podnosząca warstwę "wirtualnej skóry" naszej psyche. Rzecz doskonała. W stylu W. Wolfe, czasem lekko "jamesowata". Nieśpieszne rozplątanie naszych fobii w stylu "co jest prawdą? dlaczego to zrobiłeś? dlaczego to zostało tak powiedziane, a nie inaczej? co się naprawdę wydarzyło?". Życie pisze ciekawe scenariusze, człowiek je tylko przekazuje dalej. Dlatego każda narracja jest w sumie prawdą. Tyle, że czasem te prawdy nie jadą w "jednym przedziale". To trochę na przekór potrzebie "jedynej słusznej prawdy" - ale lekko się przekonuję, że takiej chyba jednak nie ma. Choć oczywista sporo ludzi dałoby sobie poucinać to i owo za czystą i jedyną prawdę. Po co?

W sobotę - zupełnie lekką, słoneczną o małomiasteczkowym uroku, poszłam zobaczyć grobik Sylwii. Na razie jest kurhanem z piasku otoczonym drewnem z przybitą to krzyża złotą tabliczką i obsiany białymi kaliami. Zupełnie taki "nie-sylwiowy". Ale czy to ważne? Po śmierci nie mamy zbyt wiele do gadania. Nasze "coś" zostaje zagarnięte i przetworzone przez świat żywych na jego użytek. Może tak być powinno. Nie wiem. dziwny ten grób i jakoś nie mogę utożsamić go z Sylwią. Może po prostu jej tam wcale nie ma.

Bo też jak uświadamiam sobie: nie ma już tego starego świata, którego resztki gdzieś czasem funkcjonowały w moim życiu. Nie ma lekkości ani naiwności. Za to bardzo często otrzymuję wiedzę, której się spodziewam. Niby to cenniejsze od tego powiewu naiwnego zaskoczenia, nieustannego czekania "co dalej, co dalej", ale zdecydowanie nudniejsze. A od nudy chroń mnie świecie ;)

środa, 7 maja 2008

Transylwania to takie dziwne miejsce



Borko od spacerów z krótkimi seriami żabich koncertów :) Transylwania to takie dziwne miejsce. Jednocześnie z tego i nie z tego świata. Stare i nowe. Szalenie porywające, a jednocześnie czasem bezwzględne - tak jak życie :)
Myślę sobie, że każdy ma gdzieś takie miejsce, do którego tęskni albo za każdą cenę chce wracać.