poniedziałek, 29 listopada 2010

Pada i pada...

Tymczasem Wroclaw zamienił się w śniegową krainę. Pada i pada i mróz podobno ma nadejść. Nie wiem dlaczego ekosystem człowieka nie pozawala nam zapaść w zimowy sen :-) Dzisiejsze wstanie z łóżka było prawdziwym koszmarem.

czwartek, 25 listopada 2010

Niezwykle zabawny sen o człowieczeństwie

Well, od czego by tu zacząć :-). Bo chciałabym zaznaczyć, że to będzie wariacka historia, i należy ją potraktować z humorem.
A więc: miałam dzisiaj taką sobie noc. Budziłam się w nocy, nos mi się zatykał, Mój Ukochany pochrapywał, kręciłam się, myślałam o marnościach tego świata i w konsekwencji zasnąć nie mogłam. Wreszcie nad ranem (nad ranem, jak nad ranem, za oknem i tak było ciemmno jak w garze ze smołą) udało mi się zaskoczyć w senny real... I od razu trzask, prask, zamieszło się w mózgownicy i wyprodukowało senną marę.
Rzecz senna miała się tak: wyśniło mi się, że w niezwykle interesujących wnętrzach galerii usytuowanej na atresoli przybudówki starej kamienicy, całej oszklonej, lekko pokrytej patyną, miałam wystawę fotografii i pokaz filmów (tak kuwa, tak własnych produkcji). Co ciekawe całą imprezę zorganizował mój bojfrend, sam ją prowadził i jeszcze ściągnął na nią naprawdę doborowe towarzystwo (jak sobie przypominam twarze ze snu, to ho ho ho.... szkoda, że część nie żyje, ba nie żyła już przed moimi narodzinami, że tak zażartuję w stylu black humor:-). Ale najciekawsze jest to, czego dotyczyła na wystawa, czyli moja sztuka:-)
Otóż głównym podmiotem/przedmiotem mego zainteresowania i ekspresji artystycznej oraz poznawczej - była... moja świnka morska. He he. Podobnie świnka występowała w filamch. Co więcej ta sama świnka była gościem honorowym wystawy (we śnie wykąpałam ją z tej okazji) i prezentowała się w biało-niebieskim kocyku umieszczona w małej gustownej srebrnej wanience :-) Wszyscy się świnką i pracami mego autorstwa zachwycali, ale "klu" było wtedy, kiedy prowadzący wystawę ogłosił, że poprzez te prace autorka (czyli ja:-) dotyka i zglębia istotę człowieczeństwa, które objawia się w jej pracach.
Kuwa mać! :-))))) Już dawno nie obudziłam się tak ubawiona. Pewnie też, bez problemu rozszyfrowałabym wszystkie wariackie tropy pojawiające się w tym śnie i przedstawiła ich źródła, ale po co obdzierać z tajemnicy tak zabawny incydent:-)

wtorek, 23 listopada 2010

Felis czyli Kot


Temat kota nie jest szczególnie odkrywczy. W końcu jest to byt idealny - zarówno pod względem konstrukcji, jak i napędu, estetyki oraz zalet związanych z pakietem emocjonalnym. Nic dziwnego, że koty potrafią zawrócić w głowie i bywają kluczowym podmiotem wielu rozmyślań, wpisów, książek czy filmów. Ale ostatnio trafiłam w jednym z pism na materiał o felinoterapii, czyli terapi przy pomocy kota. Well, zalety są ogromne, koty sprawdzają się zarówno w kontaktach z osobami niepełnosprawnymi, jak i z ludźmi cierpiącymi na problemy psyche. Jednym słowem - kota warto przytulić, albo inaczej - do kota warto się przytulić :-)
Tak się składa, że ludzie zazwyczaj dzielą się na psiarzy albo kociarzy. Owszem zdarzają się mieszkanki. Trudno mi się do tego odnieść, bo ja raczej za psowatymi nie przepadam i trudno mi tu przedstawiać argumenty na ich korzyść ;-).
Za to koty... w przeciwieństwie do wielu przedstawicieli homo sapiens uważam, że naturalnym środowiskiem kota jest pościelone łóżko, a nie kawałek chodnika pod zaparkowanym samochodem. Najbardziej w kotach lubię, kiedy w charakterystyczny sposób przejmują zapach swego właściciela - o sory, zarządcy gospodarstwa domowego, które należy do kota;-). Bawi mnie w kotach, kiedy bez zdziwienia zajadają się chudą szynką parmeńską, albo rybą - a ja ciągle nie mogę sobie wyobrazić, jak w warunkach naturalnych kot miałby zapolować na śwnikę lub okazałą rybkę. Wielkim problemem dla kotów było pojawienie się telewizorów plazmowych i laptopów - płaski monitor i nie można położyć się bezkarnie na grubym przyjaznym pudle. Ale, dla kota nie ma przeszkód, jego kreatywność potrafi poradzić sobie i z takimi problemami. Zauważyłam, że po zmianie technologicznej, koty zaczęły w umiejętny sposób kłaść się przed monitorami - na linii wzroku ludzika i w przyjaznym polu oddziaływania sprzętu :-).
Pora przejść do finału. Dlaczego piszę o kotach? Ano drodzy moi, niebawem miesiąc wzmożonej konsumpcji i prezentów -zamiast wydawać na bzdety made in China - przygarnijcie jakiegoś kota made in Poland :-)

niedziela, 14 listopada 2010

Nie dzieje się nic

Odrobinę leniwo toczy się ta jesień. Leniwie nie znaczy (niestety) że bez pracy, zajęć i takich tam. Bardziej w kategoriach "fajno-twórczych" dzieje się nic. Za to na świecie oraz w Polsce - dzieje się mnogość rzeczy zaskakujących. Zastanawiające jest to, że gro uwagi poświęca się sprawom w sumie mało istotnie wpływającym na ewentualną przyszłość, za to z lubością pogrążamy się w nurcie debaty nad hucpami. Takimi nic nie znaczącymi aferami koperkowymi, których za rok nikt nie będzie pamiętał. Może to właśnie tu styka się tzw. tajemnica człowieka, że przez swoje roztrzepanie, skłonność do załamywania rąk nad błahostkami idzie lekko oszołomiony przez "życie", i stąd kilka wiekowych prawd oczywistych, ciągle jest na nowo odkrywanych, jako wielkie "łoł". Nie żyjemy ani w czasie cyklicznym, ani w historycznym - żyjemy w "mixie", że tak zapożyczę słowa z dziedziny reklam telefonii komórkowych :-)