środa, 2 lutego 2011

Co mnie zabija, co nas dołuje :-)

Ot, taką piękną parafrazą polskiej wariacji tytułu ostatniego filmu W. Allena rozpoczynam ten wpis. Ostatnimi czasy - a ujmując krótko - chodzi o rok 2010 - zastanawiałam się coraz częściej nad tym, dlaczego sieć mnie wkurza, odpycha i nie czyni kreatywną do pisania i nurkowania w warstwach znaczeń, jak to drzewiej bywało. Wszak, przecież to właśnie dzięki sieci, mogłam żeglować po wielu ciekawych morzach, zawijać do tajemniczych portów, albo awanturować się w podejrzanych zatokach... Czy ta miłość miała być zatem krótka i burzliwa, zbliżona bardziej do romansu niż do prawdziwego związku. Well, a może właśnie weszliśmy w fazę starego, znudzonego małżeństwa i wieczorem przed snem nawet nam gadać się nie chce (w sensie mi i sieci:-), nie mówiąc już o figlach innego rodzaju... zastanawiające.
Porzućmy dywagacje. Skupmy się na chłodnej analizie przypadku: nudny ten net się stał poprzez swą zbyt nachalną afirmację i zbyt duże możliwości. Cóż, to jak z seksem. Jak się zaglądnie już w każdą dziurę, to niewiele tam zostaje poza tym co w każdej dziurze jest, czyli ciemną materią :-) he he. Poważnie zaś mówiąc - a raczej pisząc - jest coś na rzeczy w tym przejściu netu od trudnych technicznych wymagań, które były niezbędne na początku aby z niego korzystać, poprzez trudy konstrukcji storn, blogów, aż do totalnego spauperyzowania strony technicznej (wrzuć, przeciągnij, wybierz szablon) i komunikacyjnej: dużo, krótko, szybko, zabawnie. Przy triumfie rozplotkowanych "tablic" trudno raczej mówić o tym, że komuś będzie chciało się czytać dłuższe teksty. A może w tym jest też jeszcze inny "pik" - może być tak, że zawiodły nadzieje pokładane w sieci - w tym zwiastunie zmian społeczeństwa obywatelskiego he he - może w końcu okazało się, że sieć nie różni się niczym od realu, od jego słabości i niemocy... może finalnie okazało się, że niezależnie od tego, jak bardzo kolorowa i interesująca jest maska danego awatara, to w końcu za nią kryje się tylko lub aż - ta sama osobowość, która ma swoje zmagania i problemy w życiu "tradycyjnym" i niestety wirtualne w tym wypadku życie, nie dostarcza pełnego zestawu panaceum.
I tak, jeszcze dwa lata temu, patrząc sobie na niektóre ogniska internetowej frajdy, widzę dziś tylko smętne cmentarzyska wspomnień, albo wypalone łąki niepielęgnowanych idei. Dawno, dawno temu, drzemiąc sobie w studenckiej ławce, wyobrażałam sobie opisaną przez ponowoczesnych myślicieli (a dokładnie jednego) krainę kartografów, którzy postanowili wyrysować tak dokładną, tak perfekcyjną mapę swej krainy, że pokryła ona cały ląd, a jej krańce rozkładały się i gniły na odległym limesie :-)
Być może właśnie to uczyniliśmy z sieci. A resztki naszej działalności, te które już dłużej nie mogły być karmione, będą tak właśnie dogorywać na dalekich prowincjach ludzkiej uwagi.

Ps. Ten krótki tekścik dedykuje niejako też sobie - a zwłaszcza 5Władzy, ale przede wszystkim drogiemu Stu :-)

Brak komentarzy: