czwartek, 8 lipca 2010

Włączyć lampkę

Dzisiaj zdarzyło się wysłać mi pewne zapytanie. Odpowiedź, którą uzyskałam brzmiała, że w pewien sposób blogosfera jest passe, że komentarz przeniósł się do serwisów społecznościowych i tam jego obecność, a co za tym idzie ważność oraz wpływ - jest bardziej zasadna.

Nie zgadzam się z tym.

Odpowiem subiektywnie, wbrew wskaźnikom rynkowym i badaniom preferencji.

Po pierwsze: SS (czyli serwisy społecznościowe) mają jeszcze krótszą żywotność mody, topu, zainteresowania niż blogi. Przemiał i anegdotyczność wypowiedzi jest tam drobnicą, która bawi, prowokuje, ale jej siła jest płomieniem dość krótkotrwałym. Sama, po sobie wiem, że tak szybko zapalam się do społeczności, a jeszcze szybciej ten zapał zamienia się na nudę i wzruszenie ramion podczas czytania kolejnych beknięć dotyczących: słuchania w danej chwili muzyki, uczestnictwa w życiu, kupowania nowych rzeczy, nachlania się ze znajomymi, czy wrzuceniem kolejnego odnośnika do jakiejś informacji czy foty, który wyparuje z pamięci internautów mniej więcej po pięciu minutach. Choć SS bywa przydatne, lekkie podglądnięcie pasji danego zbioru, aliansów towarzyskich, tego kto akuratnie w danej chwili się nudzi życiem wisząc na necie, albo kto ma potrzebę walki ze swą frustracją wywalając silące się na zabawność wpisy, albo tego, kto w zasadzie w imię bycia transparentnym dla wszystkich i pozbawionym jakichkolwiek opinii (pozornie) rozwiązuje kolejne testy, lub zamieszcza postępy w zdobywaniu zasobów i poziomów kolejnych aplikacji.
Bywamy "tymi wszystkim postawami" w różnych momentach wszyscy. To zależy od chwili i emocji, interesów - naszego życia. Nikt nie realizuje wzoru jednej sztywnej matrycy. Przestawiamy na niej pola - odpowiednio do sytuacji.
Pod tym względem magiel SS jest ciekawy, jak się dobrze przekopać, można wiele dowiedzieć się o internetowych znajomych. Ale czy komuś się tego chce? I następne pytanie: Po co?. Na chwile dobre, a dłuższą metę morderczo nudne.
I tu dla odmiany, wole blogi. Jednak jak już ktoś się wysili na zrobienie notki, to jest to zdecydowanie bardziej wypracowane i ciekawe. I nawet jeśli coraz mniej mi się chce uczestniczyć w netowym życiu, to chętniej rzucę okiem na to co słychać na blogu, niż na to co wisi u kogoś na tablicy.
Inna sprawa, jakoś tak się ułożyło, że internet stał się rozpaczliwą przestrzenią intencyjną. Jakby smutek z gmatwania się i sporu z sensem, zasadnością i celem życia, był tak dominujący w realu, że ten net służy za taki mały opornik, próbę na przekór wykreowania lepszej wersji naszego istnienia, życia, jego barw, niuansów itp itd. Trudno, to krytykować. Odbieranie nadziei, marzeń to nie moja domena. Bo i po co?

Czy więc i blogosfera i SS i inne netowe wcielenia pójdą w odstawkę i nudę? Pewnie się zmienią, przeminą, a na ich miejsce wejdzie coś nowo-starego. Inna sprawa: ciągle sobie myślę, że mimo wszystko wynik w meczy real - wirtual to zdecydowanie 1 do O dla realu. Dlatego jeśli macie możliwość przeżycia życia/spotkań/dyskusji/relacji w realu, nigdy nie przekładajcie ich do internetu - bo to nie jest to samo. Choć, tak a i owszem w krainie powszechnego zajęcia, zabiegania i zarabiania, albo nieumiejętności komunikowania się bezpośredniego - to net bywa niezastąpiony.

1 komentarz:

Tomek pisze...

"...wolę blogi" - ja też i dokładnie z tych samych powodów, a szczególnie wolę takie jak właśnie ten, na którym mam teraz przyjemność pisać komentarz :-)