wtorek, 4 sierpnia 2009

Semantyka latarni morskiej jako wskazanie strumienia świadomości czy narracji?


Borko pilnie pobierająca nauki z konwersacji biznesowej po angielsku, śpieszę Ci donieść, że w piątek udaję się do miasta - którego oglądać więcej nie chciałam - czyli do Łodzi. Bu, to pewnie za karę, że na Twitterze zapodałam sobie fotę z Piotrkowskiej, a nie z piwnego ogródka we Wro. A poważnie, odkąd przenieśliśmy się z bankietowaniem na skwerek przy elektrowni wodnej, a sporadyczne eventy do Literatki, to właściwie zatraciłam rachubę wiedzy odnośnie tegorocznej oferty gastro wrocławskiego Rynku. Ale jakoś mi nie żal. Jak przypomnę sobie takie obrazki jak dziś, kiedy idę ja ci idę z rana (no bez przesady z tym rano) ulicą Świdnicką, a tu mija mnie dwóch nachlanych w sztok młodych niemieckich sąsiadów w modnych pastelowych polówkach z postawionymi kołnierzykami na sztorc (rzyg, rzyg, kuwa bulimiczny rzyg) zmierzających do "bier halle" - to jakoś nie tęsknię za gastro-strefą ze snob okręgu staromiejskiego.
Tytuł tego wpisu nijak ma się do jego treści (a może jednak jest coś na rzeczy...) poza tym, że oczywiście czytam panią Wolfe i siłą sugestii miele mi się jej sposób budowy narracji oraz wybór perspektywy opisu postaci. Motyw latarni morskiej - z całą pewnością jeden z piękniejszych. W zupełnych ciemnościach rzucony snop światła na rozszalałe turnie morskich fal, aby wskazać ląd małemu statkowi:-)

Brak komentarzy: