piątek, 19 lutego 2010

Zupełnie właśnie taki wieczór


Prozaiczne uzasadnienie życia w jednym głupim zdaniu: że jakoby warto, jest największym triumfem postępującej na równi z ekspansją technologiczną, ludzkiej głupoty. Nie mniej, skoro już się jest żywym, należy zrobić coś pożytecznego. jeden zabawny poeta radził, żeby umyć słonia, kiedy tak ciśnie na to "coś". Miałam chyba ze 120 marzeń o tym wierszowym słoniu. Z wiekiem jakoś przechodzi. I wtedy, naprawdę COŚ się robi. Dziwne to życie. Pełne zakrętów i nieprawdziwe. A to, że nie prawdziwe to nie oznacza, że nie-realne. Skomplikowane? Bynajmniej. Porządek mózgu, czynu, uczucia, logiki, wiary (sic!) - jest równorzędny wobec siebie, we wszystkich tych aspektach. Kwestia wyboru poziomu, kanału - gry. To tyle, odnośnie refleksji: życie i kwestii nie da się żyć więcej. Tyle odnośnie Pani Kotów - lepiej Ci sama tego nie powiem osobiście.

Był u mnie Najlepszy z Braci na przerwie kawowej (czyli na sępa), sprawił mi doła, bo oświadczył, że Luzerz (w sensie życiowa towarzyszka) zainkasowała od swego taty 35 kawałków na wiosnę pod kątem jesieni życia. Zapytałam się: co z tym zrobi. Najlepszy odrzekł: jak to co? Wpłaci na konto. A ty co byś zrobiła? Oj, rozmarzyłam się na chwilę. Pewnie najpierw poszłabym powiedzieć wszystkim koleżansiom, potem nie pracowałabym z tydzień, kupiłabym w "pasji win" karton wymarzonego namierzonego za drogiego, oraz bilet (a nawet bilety) do Mediolanu i puściłabym trochę kasy na ciuchy, kosmetyki i książki... mniej więcej po tej wyliczance Najlepszy zaczął mieć kwaśną minę, więc - wtrąciłam szybko - naturalnie wcześniej podzieliłabym się z tobą. Żegnał mnie z uśmiechem. Cóż, ludziom można sprawić przyjemność, nawet nierealną obietnicą. Od wieków nic się nie zmienia. O, właśnie - podobno stara miłość też nie rdzewieje - być może, ale z całą pewnością rdzewieją obiekty miłości:-)
Czas na przedwiośnie.

Brak komentarzy: