poniedziałek, 18 stycznia 2010

Robociki na wysokościach


Nie wiem czy ktoś zwraca uwagę na tablice ostrzegawczo/informujące pojawiające się czasem w przestrzeni miejskiej :-) Do moich faworytów należą zdecydowanie: Roboty na wysokościach. Żółte tło, czarny napis, czasem infografika - robotnik w kasku podwieszony na rusztowaniu. Pewnie to dość prozaiczna sprawa, ale za każdym razem "roboty na wysokościach" kojarzą mi się z zupełnie czymś innym. Nie wiem jak tam sobie podąża ludzka wyobraźnia, ale dla mnie to są Roboty czy też ze względu na mały rozmiar przedstawienia Robociki. Tak więc Roboty na wysokościach... zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie taką scenkę. Fajne, nie? :-)

A tak w ogóle, to trudno coś pisać jak się nie pisze regularnie bloga :-). Nie mam siły, za bardzo real pochłania i skłania. Może to i wymówka. Przeczytałam sporo rzeczy i napisałam jeszcze więcej - więc byłoby o czym, ale się nie chce. A więc dobra. Przemyślenia życiowe na kiedy indziej, bo teraz wiele się waży w życiu Małej Pat i nie ma co tu pieprzyć po próżnicy. Jedno jest pewne - zawsze kiedy Slayer wydaje nową płytę u mnie cube wskakuje na inny poziom. Zaobserwowałam taką regularność :-). Ale to w sumie mało ważne.
Robiąc sobie rachunek czytelnika ze zgrozą doszłam do wniosku, że w ubiegłym roku skłaniałam się raczej do lektury lekkiej, łatwej i przyjemnej. Czas chyba znaleźć równowagę. Jednak zanim to nastąpi muszę jeszcze przebrnąć przez trylogię Larssona czyli Millenium.
Hm, i to jest cholera frapujące. Właściwie jakoś nie ciągnęło mnie do tej historii. Ogólnie, wszyscy czytają to mi się nie chce, na złość :-). Ale dałam się skusić Sylv, która łyknęła martwego Szweda właściwie nie wstając z kanapy, więc...
I co? I kończę Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet (he he he, cóż za udany tytuł:-) i nadal mam wątpliwości. W zasadzie, to kwestia kryminalnej zagadki w tej książce jest sprawą innego rzędu niż ogólny zamiar. Tak mi się to na razie widzi. Kawał mrówczej roboty, jedną nogą w XIX wieku, jeśli chodzi o myślenie o literaturze. A z drugiej strony - kawał Szwecji i niuansów drążących ten północny kraj. Na postaciach bym jednak nie polegała - poczucia humoru ni ma tam, jak dobrego smaku w tych śledziach co tam się w ziemi zakopuje, a potem wykopuje, poza tym psychologicznie nie wydaje mi się to jakoś szczególnie porywające. Są tacy prostolinijni. Ale jest tam tyle dygresji i pobocznych uwag, że człowiek się nie nudzi.
Więc skąd roboty na wysokości w szwedzkim poczytnym kryminale? Ano, że to tak czasem jest - w pozornie jednoznacznej, określonej sytuacji dostrzegamy wielość innych warstw. Pewnie i takich, które wcale nie istnieją:-)
Więc na zdjęciu jedna taka fanka Szwecji, która wiele mnie o tym kraju odludków, braku klubów, imprez i dotykania się - opowiadała, czyli Ags.

2 komentarze:

mała blogerka pisze...

a gdzie niemiecki turysta? ;)

Patrycja Blaum pisze...

nie, no Mart bez przesady :-)