czwartek, 7 stycznia 2010

Za oknem


Jak z obrazu Petera Bruegela pomyślałam sobie dzisiaj wyglądając przez okno mojej kuchni. Smażąc uszka i gotując czerwony barszczyk podziwiałam zimę na zewnątrz. I tak mam (ha ha ha) szczęście posiadając widok na lasek, wał i łąkę ciągnącą się przy rzece, bo przecież mogłabym mieszkać z rzutem na bloki, ruchliwą ulicę albo jakiś zakład lub stację benzynową (choć to akurat jeszcze nie takie najgorsze z wielu różnych powodów).
Dość, radośnie spożywając obiad, rozmyślałam sobie o determinującym wpływie widoku za oknem na życie człowieka:-)
Nigdy zapewne nie stałabym się wielbicielem grozy, gdybym w dzieciństwie nie napatrzyła się na kołyszące się w ciemnościach konary wielkich drzew rosnących w naszym ogrodzie, nie nasłuchała się puszczyka i tych wszystkich skrzypnięć, szelestów i westchnień nocy. Na studiach miałam znajomych, którzy wynajmowali adaptację strychu w starej wilii z widokiem na jeszcze starszy mały cmentarzyk. Było coś odprężającego (naprawdę), a jednocześnie wzniosłego w widoku z ich okna. Właściwie tam ciągle panował bezruch - niezależnie od pory roku. Mogłam tam gapić się godzinami przez to okno. Widok z okna u Borko jest rzutem na jedną z najbardziej znanych (i zwariowanych) ulic Wro. Dyndając nogami wypuszczonymi za kutą kratę balkonu można prowadzić socjologiczne obserwacje z życia skrajnych warstw społecznych:-). I tam cały czas jest ruch i hałas. Z okien Najlepszego z Braci rozciąga się widok na wewnętrzne zamknięte mrowisko klas średnich nowoczesnych. Od prawie pięciu lat nie jestem w stanie stwierdzić ile tam jest pięter i czym charakteryzują się poszczególne balkony i okna. Ba, nie mogę nawet zapamiętać twarzy innych mieszkańców :-(. Szczególe szczęście mają ci, których okna wychodzą na parki. Jak ostatnio okupowałyśmy z Borko dom jej brata, to właśnie widok na park, klomby, drewniane huśtawki, wąskie uliczki starego osiedla, był jednym z milszych. szczytem niemożliwej awangardy byłoby mieszkać na skraju Parku Szczytnickiego - właściwie wtedy można nie opuszczać swego domu. Nic dziwnego, że to tam Max Berg postawił sobie willę. Po latach często nie pamięta się samych mieszkań, za to świetnie potrafimy odtworzyć detale panoramy "za oknem".

Brak komentarzy: