środa, 5 grudnia 2007

Słowa, słowa, słowa :)


Borko, w zasadzie pisze się zawsze dla kogoś i po coś. Wszak bloga też założyłam właśnie w prezencie dla Ciebie królowo ziemskich rozkoszy - więc wiem co mówię, a Ty wiesz co czym ja mówię.
Czasem jest tak, że obawiamy się tego naszego pisania, albo inaczej: obawiamy się konsekwencji i odbioru naszej małej twórczości.
Dlatego trochę na przekór i z lekkiej potrzeby numeru - zdecydowałam się zamieścić refleksyjną prackę Małej Blogerki, która mnie bardzo miło nastroiła. Jest to Martkowe pierwsze dziełko i mam nadzieję, że nie ostatnie. A więc zaczynajmy:


Teraz już wie, że zachowywała się zupełnie bez sensu. Myślała, że jest nie-wiadomo jak mądra. W swoim mniemaniu była wielką intelektualistką. Dopiero czas pokazał, że głupie dzieci takie już pozostają. Problem w tym, że nigdy sobie z tego nie zdają sprawy. Ze mną jest tak samo...

Miała wtedy 15 lat. Było gorąco. Dokładnej daty nie pamięta. Wie, że za kilka dni później – może tydzień – miały być jej urodziny. Szła przez las do swojej koleżanki, wtedy jeszcze przyjaciółki przez duże „P”. W zasadzie to traktowała ją jak guru – psychologa, kreatora mody i wyrocznię w jednym.
Miała na sobie spodenki, które więcej odkrywany niż zasłaniały, czarną koszulkę na ramiączkach i adidasy. Wszystko oczywiście markowe, bo jak można na dupie nosić spodnie, które nie są Big Star’a? I jak można założyć buty tańsze niż 250 złotych?!
Pierwszy raz zobaczyła go jak wchodziła do lasu. Na oko miał około 30 lat. Nawet przystojny. Wydawał się jakby nieobecny. Może żył we własnym świecie? Tak, to było to. Zawsze jej imponowali ludzie, którzy bytują w 3d, bo muszą. Ludzie, którzy są bogami swoich wymarzonych krajobrazów, zachowań i emocji. Zapytał o godzinę. 15.18!
Ubrany był w niebieskie dżinsy, czerwoną bluzę spod której wystawała czarna koszulka i glany. Nie wydało jej się dziwnym to, że szli w przeciwnych kierunkach, a mimo tego wrócił. Szedł za nią cały czas. Początkowo nawet ją to bawiło. Bo może Radek będzie zazdrosny jak się dowie?
Kiedy dochodzili do Opolnicy wyprzedził ją i stanął na jej na drodze.
- Mogę pójść z tobą? – zapytał
- Jestem umówiona, ale jak idziesz w tym samy kierunku, to pewnie. Możemy pogadać po drodze – naiwnie zaproponowała, wierząc, że facet, który od 20 minut idzie za nią dopiero teraz zdecydował się zagadać.
Złapał ją mocno za rękę. Była lodowata.
- Chcę, żebyś poszła ze mną tam – powiedział, wskazując na boczną ścieżkę, która prowadziła donikąd.
Próbowała puścić jakoś jego dłoń. Był bardzo silny. Wreszcie się udało. Krzyknęła tylko, że nie chce, że nie pójdzie. Słowa te, jakby przeleciały gdzieś obok niego. Zaczął ją ciągnąć na bok. Ponownie próbowała się uwolnić. Kopnęła go w nogę i zaczęła biec. Od pierwszych domów dzieliło ją jakieś 1 000 metrów. Bała się, że ją dogoni.
Miała szczęście. Na drodze zobaczyła rowerzystę. Była pewna, że teraz już jej nic nie grozi. Ale biegła dalej.
Uciekła...

Dopiero później dowiedziała się, że zgwałcił już 2 dziewczyny w tym miejscu. Nie była trzecią. Nigdy nie potraktowała tego, że udało jej się uciec, jako prezentu od losu. Mało tego – nie robiła z tego problemu. Nie poszła na policję. Nie powiedziała nawet rodzicom. Dodatkowo tydzień później puściła się z kretynem, który zadziałał na zasadzie fuck and never touch again. I tak oddała cnotę idiocie.

Od tamtej pory minęło już prawie 7 lat. Gwałciciel kilka dni temu wyszedł z więzienia. Dalej błąka się po tych lasach. Ona zresztą też. Teraz troszkę bardziej się boi, ale jej podejście do świata jest identyczne. To, co dla innych jest ważne, dla niej – niekoniecznie. Dławi się swym egoizmem. To ciekawe, ponieważ ta postawa wypływa z dziwacznej empatii. Wie, że potrafiłaby rzucić wszystko, gdyby poczuła z kimś mocną więź emocjonalną. Jak na razie jednak wszystkie linie porozumienia przecina. Bezpowrotnie.

Brak komentarzy: