poniedziałek, 10 grudnia 2007

Wino, czekolada oraz inne tego typu przyjemności


Borko nie wiem czy zauważyłaś, ale do wina wytrawnego zdecydowanie bardziej pasuje czekolada niż sery pleśniowe. Przynajmniej w niektórych sytuacjach...
Smak jest zdolnością wrodzoną. Chama nie uczyni panem ani pełna sakiewka, ani nabyte obycie towarzyskie. Tym bardziej zaś nie uczyni go panem, sama chęć nim zostania :)
Oczywiście stara popkulturowa "prawda" mówi, że jeśli czegoś będziesz bardzo chciał to otrzymasz to.
Czyżby? Przekonajcie się sami - tylko nie płaczcie nad "zdeformowanym ciastem" jakie otrzymacie z tego "piekarnika życia".
Myślę sobie, że zasadniczo moje dywagacje nie wpłyną ani na wzrost, ani na spadek populacji "chamów", na szczęście też nie wpłyną na zwiększenie spożycia czekolady do wina - stąd z całą pewnością będziemy się jeszcze trochę cieszyć tym dość specyficznym połączeniem "smaczków" oraz lekkimi nudnościami towarzyszącymi przedawkowaniu tych dwóch specyfików :)
Ale do rzeczy.
Grzebiąc sobie po biblioteczce czasem wpadają mi książki z dedykacjami. W zasadzie pisanie dedykacji w książkach jest sprawą ryzykowną. Nie dość, że naruszamy czystą strukturę woluminu to jeszcze ryzykujemy, że dedykacja po latach nabierze zupełnie innego znaczenia, albo zniechęci obdarowanego/obdarowaną do ponownego zagłębiania się w lekturę. Czasem tak mam :) Więc staram się dedykacji już nie pisać. Ani to dla obcych oczu, ani dla zatrzymania czasu. Bo czasu, ani jego upływu nie da się zatrzymać. I lepiej z tym faktem się zaprzyjaźnić niż walczyć - lepsze samopoczucie gwarantowane :)
Z takich czasowych fałdów książek z dedykacjami, których raczej nie staram się otwierać dzisiaj mi wpadła jedna - ot, tak stara, że aż zawstydziłam się na myśl o czasie, w którym zostałam ją obdarowana :)
Pewnie bym najchętniej ją teraz wcisnęła pod łóżko, ale niech tam co, czasem wielkość "książki" pozwala nam zrzucić woal niepamięci na towarzyszącą jej dedykację.
Tak więc idzie w tej książce tak:

(...)
śpiew ptaków
jest trenem żałobnym
grabarzami - korzenie kwiatu

zasadziłam jeden
który zapachem
przypomina
o jej nieobecności

jestem biedną kobietą
matką - garści piachu



I dalej na innych stronach jeszcze:

(...)
Koniu czarnej maści,
dokąd niesiesz wędrowca zmarłego?

Noc o czarnych bokach
gwiazd ostrygą wspięta
cwałuje przez niebo

Koniu chłodnej sierści
jakiż zapach ma nóż, który okwitł!

Pod czarnym księżycem,
krzyk i blask szeroki
weselnego ognia.

Koniu czarnej maści,
dokąd niesiesz wędrowca zmarłego?


Cool - nieprawdaż? :)


ps. wczoraj mój zabarwiony kornwalijskim nastrojem brat powiedział, że nie ma nic bardziej obciachowego niż ludzie o postawie wilka z bajki o "Wilku i zającu". Ta postawa aroganckich prostaków rozsiadłych w ławkach amfiteatru, którzy z zblazowaną miną i "symbolicznym" petem w ustach oglądają przedstawienie życia udając, że "nie takie rzeczy oni już widzieli".
A ja tam wolę sobie przeżywać. Za każdym razem wszystko inaczej :) I może jeśli nawet nie znacie tych cytowanych "kawałków poezji numerów" ani tym bardziej nie wiecie co to za obraz im towarzyszy - to może nawet lepiej i dla was na szczęście.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Do czekolady z win wytrawnych moze pasowac co najwyzej mocny zinfandel kalifornijski albo np. amarone, ale na pewno nie kazde wino wytrawne!!!

Patrycja Blaum pisze...

akurat z Ameryki Południowej też dają radę :) a poza tym my raczej proste dziewczyny, a nie kiperki;)))
Ale spróbujemy z "Kalifornią" następnym razem.