wtorek, 11 grudnia 2007

W pogoni za... Niczym? :)


Borko czy ludzie żyjąc w pośpiechu i goniąc za niekończącymi się oczekiwaniami i przyjemnościami (czasem o lekko bolesnym zabarwieniu - bo przyjemność może być też taka właśnie) mogą jeszcze miewać przebłyski genialnych myśli?
Longiem myślę to już rzadko kiedy leci, ale przebłyski czyli "flesze" bywają. To nawet pasuje do naszej dzisiejszej rzeczywistości.
Ostatnio zmaterializowało mi się takie powiedzonko:

Młodość to incydent, który wspominamy przez całe życie


Od czasu do czasu przemijanie młodości mnie bardziej męczy niż dojrzewanie. Zresztą z tym ostatnim to nie miałam problemów, podobnie jak z trądzikiem ha ha ha ;) Bywa. Niektórym się udaje po prostu.
Ale dla odmiany świat wychodzenia okazuje się bardziej ciężki do strawienia niż czas wchodzenia. Tandetna symbolika przeżywania smętnych poranków po zarwanych nocach, opakowań po kremach przeciwzmarszczkowych, na poły żartobliwe, a na poły rozpaczliwe rozmowy z moimi koleżankami o zabiegach kosmetycznych, o sztuczkach optycznych...
Po jakiego tak do cholery się męczyć?

Czasem chodzi o to, aby potrafić dotknąć ustami zmurszałego muru i nie zadławić się z obrzydzenia


Pojutrze dzień wygra z nocą i powoli zacznie się kończyć ten okres roku, który bardzo lubię i który też mnie z drugiej strony bardzo irytuje.

ps. grzebiąc sobie na dobranoc po sieci znalazłam taką stronę co mi pasuje to zastanawiania się nad ludzikowymi rewirami wyobraźni i tęsknot, ale uprzedzam, że raczej to musicie mieć lat 18 i żeby mi tu narzekania potem nie było.

Brak komentarzy: