poniedziałek, 20 kwietnia 2009

I niebo takie błękitne:-)


Borko - a więc pozostaje mi tylko życzyć powrotu do zdrowia, bo umówmy się historia z Twoim uchem to raczej opowieść w stylu gore, a nie szpitala na peryferiach. I ku przestrodze, choć nie wiem czy od prawdziwych historii da się zwiać, bo te wydumane z bzdur to przynajmniej po otrzeźwieniu znikają z głowy;-) Więc co tu wiele mówić - stawaj na nogi bejb bo następne wyprawy czekają - a w załączniku taka migawka z wjazdu przez bramę do Lubiąża, gdzie po trzech latach znów się w weekend "panoszyłam" tylko "filozowsko" mówiąc jednak tym razem było inaczej :-) A to niebo bardziej błękitne, a to pogoda ostrzejsza i bardziej światło kontrastem zapodawało, no i więcej można się było po "obiekcie" poszwędać - choć ciągle jeszcze za mało. Ale drewniana ławeczka pod kościołem św. Jakuba, na której kiedyś ucięło się pogawędkę na temat kwestii języka w nazewnictwie sakralnym stoi sobie nadal, choć tym razem nikt na niej nie usiadł. Bo to jest dokładnie tak jak z tą szubienicą z baśni braci Grimm pod którą można posłuchać tajemnice zlatujących się tam wron - niestety tylko czasem, ba, może nawet i raz w życiu. Tako i ławeczki bywają nie takimi zwykłymi siedziskami, a mają swoje sekreciki:-)
Dość powiedzieć - 3 maja wyruszam z Małą Blogerką na planowane od lat trzech zdobycie Śnieżnika i takie tam inne różne sprawy związane ze zwiedzaniem okolic włości Marianny Orańskiej, o której w rzeczy samej kiedyś z Małą napisałyśmy tekst całkiem chyba nawet zgrabny. I tylko żal, że nie na swoim rowerze pojadę, ale może z punktu widzenia "programu" jaki planuje MB to może i lepiej nie brać swego "pojazdu".
A w kwestiach innych - to cóż tam, wiosna, a nawet lato dobija się do drzwi:-)

2 komentarze:

huevoscocodrilo pisze...

mysle, ze juz jest bardzo dobrze:)

marta pisze...

hej, hej - do maja jeszcze daleko. kiedy wspomnę o tym, że na Śnieżnik się wybieramy od trzech lat i "zawsze k... coś", to az sie boję pomyśleć, ile rzeczy może się wydarzyć.
ale tym razem nie odpuszczę. choćbym tam miała iść na piechotę w wodzie po kolana. że niby taka determinacja ;)))
rowery wypożyczymy na miejscu :) no chyba, że zasiądziemy przed plazmą z winiakiem i tyle z naszych gór :P
heheh