środa, 1 kwietnia 2009

W podróży puszczając się z płytami smętnymi czasami...(czas na przerwę)


Borko, jakoś to tak układa się zawsze w podróżach pociągiem, że słuchamy zaległych płyt, po które nie sięgamy zazwyczaj w domach wszelakich, albo po prostu brakuje nam konceptu żeby z nimi obcować w miejscach określonych bez-ruchem. A tak tłukąc się w całkiem znośnych warunkach - choć bez przesady, ale nie będę na żywo tutaj obgadywać z kim jadę i jak sobie poklasyfikowałam moich współpodróżnych, a oczywista zrobiłam to niechybnie...
Nevermind(e).
Myzyka - a więc jestem sobie gdzieś między panem Cave Nickiem, a nostalgicznymi wyczynami The Lover bądź neo-swingowymi klubowszczakami Ram Jam Band... I myślę sobie dokładnie o NICZYM - cokolwiek to znaczy, bo nic może mieć bardzo wiele głębi, to takie nic, które Pielewin Wiktor nazywał Pustota afkorsik. A i jeszcze jadę sobie z "Rumunem" jednym, którego pragnę w końcu skonsumować, tak aby coś z tego wyszło konkretnego, bo jak widać po wpisie literackim Dantego - ostatnich gryzą psy, i przynajmniej wiem dlaczego wolę koty;-) Choć ogólnie - zatrzymując się na efekcie palowania - to jakoś mi się wydaje, że trzeba byłoby mu głębi wieloznaczności nadać, wszak palowanie bandytów czy adwokatów (skąd indziej bardzo przydatnych) mało wzruszające jest;-)
Dla odmiany, inny drogi mi Rumun-gnostyk Mircea Cărtărescu wbił mi się do głowy ostatnio Rilke Maria Rainerem - a już myślałam, że dość i nigdy nie przeczytam więcej tego cholernie jadącego na wysokim "C" poety i, że kuwa "never, never", ale jak widać zawsze los nam lubi spłatać figla, żebyśmy tak pewni swego nie byli.
Ale, że mam rację to wystarczy tego Rilkego właśnie przeczytać: Samotność jest tak jak deszcz. Z morza naprzeciw wieczorom wznosi się; z równin, co dalekie są i odległe, płynie ku niebu, którym zawsze włada. I dopiero z nieba na miasto opada. Kropi w bezpłciowe tu na dół godziny, gdy w ranek ulice wchodzą zakrętami i gdy ciała, co nie znalazły ni krztyny, odwracają się smutne, zawiedzione plecami; i gdy ludzie, co żarci są nienawiściami, jednym łóżkiem muszą spać związani: wtedy samotność płynie z rzekami...
Przyszło mnie na myśl pożalić się trochę :-), ale są takie zasady, które wykluczają jęczenie nawet na najbardziej prywatnych blogach i nawet w najbardziej prywatnych rozmowach. I to na czas jakiś byłoby na tyle. Jak to mawiała Mała Blogerka - muszę się z tym przespać.

1 komentarz:

marta pisze...

no wiesz... mała blogerka coś tam gadała, że trzeba się z pewnymi rzeczami przespać. no ale żeby spać 2 tygodnie? ;)