piątek, 19 marca 2010

Drunk Butterfly


Mieszanie wódki, porteru i jasnego nie było chyba najrozsądniejszym z wyborów. Cóż, rozsądek niezwykle rzadko towarzyszy chwilom stadnego łajdactwa. Anioł wszystkich pijaków, ustrzegł mnie przed dolaniem do swego brzuszka winka - a przyszła mnie taka myśl, przyszła. Choć, do określenia "myśl" dziś jestem zdystansowana.
Tak, czy inaczej - chętnie bym podyskutowała o sprawach mądrych, albo wypowiedziała się na istotnie ważki temat bieżący, ale niestety na matrycy informującej o stanie "twardego dysku" wyświetla się dziś napis: error.
Zatem niech mędrkują w necie inni. Jadę w górki odpocząć, powdychać świeżego, refleksyjnie zastanowić się nad byciem, prawdą, pięknem, złem i śmiercią - jednym słowem "pomanować" jadę :-)
Od rana chodzi mnie po głowie dlaczego motyl po angielsku nazywa się butterfly, hm latające masło, maślana mucha, masło w locie, lot masła czy idiomatycznie lekkie masło, delikatny, miękki zwiewny. Kuwa. Nie dzisiaj jednak.

2 komentarze:

tow.von trotsky pisze...

problem baterflaja męczy moją starszą córkę już od kilku tygodni a więc witaj w klubie :-), poza tym mogę tylko zapytać jak Woland z troską w głosie - mam nadzieję że portwainu nie piłaś?

Patrycja Blaum pisze...

Na szczęście nie. I chyba długo raczej nic nie wypiję.