środa, 16 stycznia 2008

Tam, gdzie eter w roztańczeniu*


Borko, Edgar Allan Poe 19 stycznia 2008 roku skończy 200 lat. Piszę to w czasie teraźniejszym bo zdaje mi się czasem nocą długą, że są Rzeczy i są Byty które umierają nigdy... że tak pojadę frazą wiadomą:)

Przez cały mroczny, głuchy i smętny dzień jesienny, pod ciężką posową obłoków, co wlokły się nisko po niebie, nie opuszczałem siodła przebiegając samotnie na koniu dziwnie zamarłą połać kraju i dopiero z nastaniem wieczornych zmierzchów ujrzałem przed sobą posępny Dom Usherów. Gdy po raz pierwszy zamajaczył mi przed oczyma, targnęła mą duszą - sam nie wiem dlaczego - nieuskromiona żałość.


Za każdym razem, gdy czytam początek Zagłady Domu Usherów przypomina mi się ze swoistym sentymentem chwila kiedy zdarzy się mi odwiedzić miejsce, w którym spędziłam dzieciństwo :) Ha,wbrew pozorom to właśnie ta gotycka melancholia czyni mi je atrakcyjnym i godnym zapamiętania. Choć żeby to zrozumieć i zaakceptować potrzebowałam nieco czasu. Jak chyba każdy z nas w momencie kiedy czuje, że czas rozliczeń i dewaluacji mitu dzieciństwa nieuchronnie nadchodzi. Bo dzieciństwo zakłamujemy przez pół swojego dorosłego życia, a przez kolejne dekady próbujemy odsłonić warstwy tego kłamliwego tiulu, choć nigdy nie zdążamy dojść do tej poszukiwanej przez nas "prawdy".
Anyway
...wróćmy do Poego.
Jakiś czas temu cytowałam Kruka, więc nie będę wracać do tego chyba dość znanego kawałka. Mam nadzieję, że znanego. Bo jeśli Poego czy też Kruka w szczególności nie znacie, to na melancholii ani na grozie się nie znacie ;))))
Pamiętam na przykład bardzo dobrze pierwszy tomik opowiadań Poego jaki przeczytałam. Było to Zdradzieckie Serce, pamiętam serial cudnie popkulturowy Rogera Cormana interpretującego na swój sposób Poe'go. I za każdym razem pamiętam przeczucie, że Poe pisze dokładnie o tym co w środku mnie siedzi. W zasadzie to zanim sięgnęłam do Edgara A.P. to byłam już młodym acz dobrze zaprawionym czytelnikiem horrorów. Ba, byłam już po lekturze Świątyni Howarda P. Lovecrofta (o nim za chwilę) i wiedziałam jakie mroczne tajemnice snują się po świecie Chtulu i innych płaziookich stworów oddychających skrzelami i wychodzących nocą czarniejszą od zapuszczonej i wyschniętej studni po duszę zabłąkanego człowieka.
W rzeczy samej, świat po lekturze Poego i Lovecrafta nie był już nigdy taki sam, a niebo w majowe noce, choć pełne gwiazd wcale nie kojarzyło mi się z romantycznym nastrojem, a z tym wszystkim czego ludzki język nazwać nie potrafi, a co czyha gdzieś tam daleko w przestworzach.
:)
Mogę spokojnie powiedzieć, że niespokojność książek amerykańskich klasyków (bo Poe i Lovecraft to nie tylko kunszt literatury grozy. To kunszt pisarstwa, narracji i oryginalności, a także cholernie zajebisty fenomen popkultury) wpływała często na moje myśli ;)
Co do rocznic - to 15 marca upłynie 61 lat od śmierci Lovecrafta. Tak więc i urodziny i śmierci załatwiam tu jednocześnie i z wyprzedzeniem jak zawsze jako oddana i gorliwa wyznawczyni wymienionych autorów ;)

ps. a właściwie ten wpis to dedykuję 2 osobom: panu Darcy'emu czyli mojemu bratu, z którym ostatnio ucieliśmy sobie niesamowitą pogawędkę na temat prawdziwego horroru i oczywista black metalu ha ha oraz Redaktorowi Piniowi, z którym horrory oglądami i dla odmiany rozmawiam o punk rocku. Enjoy!

... i jeszcze kiedyś wrzucę Wam niezłą komiksową wizję połączenia świata Poego i Lovecrafta, ale to przy innej okazji bo wszak o tych panach to ja lubię sobie pogadać ;)

* Do jednej w Raju Edgar A. Poe

1 komentarz:

pinio pisze...

dzięki za wpis 8-)
Tak się czasami zastanawiam czy młodzi ludzie to czytają jeszcze EA i HP. Tego drugiego pewnie tak. A szkoda , klimat w tych książkach jest nie do opowiedzenia i rzadko się zdarza we współczesnych horrorach...