środa, 2 stycznia 2008

Now, Diabolical:)


Borko to zaczynajmy tym pierwszym wpisem w roku 2008.
Niech się zacznie.
Postanowień noworocznych nie robię, więc pisać podobnych bzdur nie będę. Może poza tą jedną: ha ha zapuszczam włosy;) Byłby to cud niebywały dla wszystkich, którzy mnie znają, ale, ale, ale... to jedyne postanowienie noworoczne, które jestem w stanie poważnie traktować.
Zamiast o postanowieniach lepiej napisać o tym "z czym się ten nowy rok zaczyna". Z całą pewnością nie z takim beztroskim optymizmem jak ubiegły.
Myślę sobie, że czas i doświadczenia skrajne uczą nas dystansu lekkim pejczem wymierzając razy;) Ale w sumie wszak już od starożytności wiadomo, że umrzeć mądrze, to umrzeć staro;) Nie ma bata na to, żeby czuć, znać, rozumieć w wieku lat 20 tak jak to przychodzi w wieku 30.
Nie wiem na czym to polega - oczywiście butnie mogę stwierdzić, że mając lat 20. i tak miałam już za sobą więcej książek i doświadczeń niż nie jeden trzydziestoparolatek w tej przestrzeni geograficznej, ale moim zdaniem jeśli chodzi o tzw. doświadczenie życia i czasu byłam bezgranicznym głupkiem. I dobrze. Gdyby nie to, ileż pięknych, wzruszających i naiwnych chwil bym nie przeżyła.
Bo czasem tak się składa właśnie, że to dzięki nierozwadze i głupocie przeżywamy coś naprawdę cudownego, co wspominamy potem całymi latami :)
Mniejsza z tym.
Wróćmy do walizki, z którą zaczyna się nowy rok.
Na razie oczywiście jest dość pustawa. Potem narośnie w niej tyle, że znów na koniec roku trzeba będzie szybko biec na śmietnik, żeby pozbyć się tych złych odpadków, których nie chcemy zabierać w "nową przyszłość".
Ja też tak ostatniego dnia 2007 roku zresztą uczyniłam. Po prostu wyrzuciłam trochę rzeczy i trochę spraw.
I to jest taki dobry, fajny zabieg terapeutyczny - który Wam wszystkim polecam.
A teraz, a teraz to zaczynam rok z płytami norweskiego Satyricon, a szczególnie z "Now, Diabolical" (płyta z 2006, ale w moich zasobach prywatnych w końcu teraz;) i tak po cichu marzę sobie, żeby może przyjechali do Polszy w tym roku na koncert. "Now, Diabolical" - to jedna z lepszych płyt jakie słyszałam.
Raz, że to kawał dobrego black metalowego rock and rolla ;), dobre kompozycje i to "coś" co decyduje o tym, że wiemy iż mamy do czynienia ze sztuką, a nie ze szmirą, powielaniem czy też wyścigowym napierdalaniem albo po prostu doskonałą kopią 'tego wszystkiego co gdzieś już kiedyś słyszeliśmy'. I dlatego warto po Satyricon sięgnąć - bo kawał przyzwoitej muzy.
Inna sprawa, z Satyriconem to mi się teraz będzie kojarzyło przyznanie się kolegi Dantego to tego, że nie rozróżnia black od death metalu.
Ha ha ha, ja wiem, że to raczej normalna postawa u niezainteresowanych (czyli większości pewnie), ale mnie to bardzo rozbawiło i to w taki fajny sposób. Bo to tak jakby nie rozróżnić lasagne od spaghetti :))))))). Że tak sobie na kulinarny żart pozwolę;).
A oprócz "Now, Diabolical" to wniosłam sobie jeszcze w nowy rok wizytę na "Obcy vs. Predator", którą zaliczyliśmy z Redaktorem. I co tu dużo mówić - było EXTRA. W tej części nie oszczędzono nawet dzieci ani kobiet w ciąży i innych pozytywnych męskich bohaterów. Zresztą na recenzję zapraszam na blog Redaktora "Horrorowisko".
No dobrze. To poza pracą na razie tyle w mojej walizce. Nie wiem jak w waszych walizkach sprawy się układają.
I jeszcze mam przesłanie od siebie na ten rok (na razie wirtualne) - jeśli mnie kochasz, to nie okłamuj mnie.
;)

ps. Monique namawiała mnie, żebym wrzuciła zdjęcie pt. "oto jak spędzałam Sylwestra", ale chrzanić to - lepiej nie pokazywać ludziom tak brutalnie straszliwych obrazów ;). Dlatego w załączniku fota z Monique - z napojem, który mamy zamiar w tym roku spożywać w ilościach proporcjonalnie większych niż czerwone wino - ściemniam trochę jak zwykle;)

3 komentarze:

Belladia pisze...

Hmmm... tak tu sobie myślę, że w kontekście tego, co napisałaś - to, co ja zaraz napiszę zabrzmi zgoła jak miłosne wyznanie :) Albo raczej przyznanie się do afektu.
Gdyż pro publico bono oświadczam: NIE OKŁAMIĘ CIĘ. Tylko szczerość. No, chyba, że stężony Biovital jednak nie zadziała i coś mi się poplącze, popierniczy lub pochrzani. Ale to już zupełnie inna para kaloszy, co to z miłością nie mają nic wspólnego ;)

PS. Mówię Ci Pat: ten rok jest Twój :)))

Anonimowy pisze...

Kolega Dante jak najbardziej rozróżnia death metal od black metal. Kolega Dante nie ma odpowiedniej wiedzy by zakwalifikować odpowiednie zespoły do odpowiedniej przegródki, gdyż rzeczywiście ten segment ostrego grania niespecjalnie go interesuje.

Patrycja Blaum pisze...

Ha, Moni - może to mój rok pod względem wałkowania się na kanapie w okularach przed TV ha ha ha - wiesz o czym mówię;)
Biovital zadziała, zadziała - tylko chyba raczej nie popijajmy go rumem dear.