piątek, 14 listopada 2008

Kocie Tao


Borko ja wprawdzie ostatnio uznałam, że ze zmęczenia bywam podobna do starego chomika niż do kota, ale he he he zrzućmy to na wahnięcie hormonalne i ogólnie złe samopoczucie wynikłe z śmiertelnej choroby zwanej życiem. Jednak wolę koty i osły - mimo wszystko. Koty za ich pozorne lenistwo i melancholijne usposobienie oraz za to, że choć nam towarzyszą wiernie to nie dają się zdominować i podporządkować oraz że się nie podlizują - a to wszak najważniejsze. Miłość bez "ale" - to żadna miłość:-) Bo ja nie lubię miłości bezwarunkowej. Właśnie poprzeczki, mety do osiągnięcia, punkty nie do przejścia, tajemnice i niezależność są najfajniejsze. Bo jak już się zintegruje wszystko ze sobą, każdy zakątek i zatoczka zostaną zdobyte i poznane to niebezpiecznie zaczyna się w taką miłość wkradać NUDA, a nuda jest gorsza od śmierci. Bo śmierć jest nieuchronna i sama nadchodzi, a nuda staje się z naszym udziałem. Tak to już jest. Ale o czym my tu w ogóle mówimy jak nawet tego kochania nie ma w realu za grosz. Oto stałam się chyba człowiekiem nad wyraz w końcu dojrzałym skoro potrafię przerachować życie nad szukanie miłości dla miłości:-) Zresztą, czy to akurat takie ważne? Zdarzyło mnie się bywać z kimś bez miłości i myślę sobie, że było nawet też fajnie jak wtedy gdy i miłość tak zwana była. Nieważne zatem.
Ważne jest to, że weekend nadchodzi, że pouczyć trzeba trochę innych rzeczy niepotrzebnych, zabrać się za pisanie rzeczy rozgrzebanych i ogólnie coś sobie wymyślić fajnego aby się nie nudzić. Ot, proste życie.

Brak komentarzy: