niedziela, 23 listopada 2008

Może o tym co się podoba?


Borko tak mi się wydaje, że czasem przychodzi czas na odrobinę pozytywów w tym wielkim śmietniku źle dobranych stylów, niedopasowanych poglądów i koszmarnych przewinień werbalnych i rzeczowych. Jednak raz raz sobie zamarudzę: należy się moim włosom fryzjer - natychmiast :-)
...bo nie ma nic gorszego niż fatalny stan włosów i fryzury - lepiej wtedy nałożyć dresior i trepy i udawać pogrobowca Kurta Cobeina niż kurwa (jak się to na ulicach nader często zdarza) laszczyć się w ekstra fatałachach i makijażach - co powoduje tak koszmarną dysharmonię estetyczną, że tylko i wyłącznie fakt nie bycia bulimiczką powstrzymuje mnie od puszczenia pawia.
Wracając do pozytywów...
A to czasem się zdarza ha ha. Ot - np okazuje się, że okazjonalnie można nabyć w całkiem "modnym" masowym sklepie sukienkę pod sesję foto w stylu Black No1 za jedyne 14 zeta. Model świetny - amerykańskie wiązanie, czarne kamienie, długa wieczorowa, podwójna warstwa matowych szyfonów - jednym słowem eXtra.
W La Senza - niezły wybór po promo cenach piżamek - zakup: emo punkowy komplet - szaro-różowy - gwiazdy, graffiti oraz wstawki bokserskie. Redaktor Sylv powiedziała, że idę złą drogą :-) A ja myślę sobie, że pomieszanie gotyckiej estetyki z komixem oraz hamerykańską klasyką w stylu DKNY - he he - zawsze mi odpowiadało. Choć w sumie - jak wkładam na dupsko szaro-kraciasty garniturek bez marynarki, a tylko z kamizelką to wiadomo, że lubię panią V. W, co wcale nie odbiega od tego co napisałam wcześniej bo wszak punk to punk... za to na Allegro bądź jak niektórzy wolą Alle Droogo! wypatrzyłam portfelik z Dziwną Emilką - i całkiem tłusty to kąsek - bo scenka komixowa traktuje o zabawie z żywymi kocimi szkielecikami. Co jeszcze? O, płyta nowa Pana Smitha 4.30 Dream - zajefajna się okazała i naprawdę jest warta polecenia. Dalej, dalej myślmy... o, żel do kąpieli z serii Kitty - bardzo miło pachnie. Ah i zapomniałam... ostatnio bardzo mi się podoba produktywna fabryka przedmiotów kolorowych i zapachowych marki Christian Audigier. Wprawdzie buszując dzisiaj po sieci znalazłam jeden niepokojący opis, który miał zachęcać do udziału w aukcji, a brzmiał mniej więcej w te tony, że jak sprawisz sobie t-shirt Audigiera to będziesz prawie jak jedna polska niby gwiazda - to mnie jak na razie skutecznie oziębiło, ale przemyślę to wszystko, rzucę oczkiem jeszcze raz w okolicach prezentów świątecznych na ten cały majdan i zastanowię się.
A tak poza tym - to wino grzane jak zawsze smakuje rewelacyjnie o tej porze roku, abstynencja tytoniowa może dobrze robi na cerę, ale chyba nie na poczucie łaknienia - bo kuwa zjadłabym teraz pieczoną świnię w całości (ale jestem twarda i tego nie zrobię bo mam przed oczami kilka swoich rzeczy w garderobie, których chwilowo pod pozorem porażenia estetycznym prądem zakładać nie mogę).
I jeszcze: zima się lekko zaczęła, choć pewnie nie na całego. W piątek leząc moją nową ulubioną trasą kaskadową trafiłam wieczorem na lekką śnieżną zadymkę. Szłam sobie pod latarniami, widząc po każdej stronie oświetlony kawałek Wro, a środkiem unosiły się tumany zimnych i wielkich jak liście płatków śniegu. To są takie chwile, na które myślę sobie warto czekać.
Zanim następna taka fajna chwila nastąpi muszę się wziąć do roboty i napisać parę mądrych zdań, a to wbrew temu co sobie niektórzy wyobrażają, wcale nie jest takie proste.
Jeśli czytając dzisiejszy wpis załapaliście wkurwę na to, że piszę o rzeczach błahych i bardzo nisko materialnych to powiem tak: nikt na nic dzisiaj nie zasłużył:-)
Żegnam z dobrą radą na poniedziałek: ubierzcie się dobrze na pierwszy dzień tygodnia ha ha ha.

Brak komentarzy: