piątek, 2 października 2009

Romek i Julka z Chlewisk:-)


Borko, a to na kanwie najróżniejszych aspektów dotyczących życia korporacji można opowiedzieć wiele ciekawych historii, napisać kilka niezłych książek albo zrealizować parę filmów. Oczywista, cudowna jest ironiczna perspektywa spoza ferajny, bo od środka ludzik to traktuje zdecydowanie poważniej, a czasem nawet - jak wiem - dramatycznie. Najlepsze numery opowiada oczywista droga Borko, zwłaszcza postać jej bossa zwanego Mietkiem Zegarkiem, zdaje mi się być strukturą niebanalną o szerokim wachlarzu możliwości wykorzystania w najróżniejszych narracjach. Ale porzućmy na chwilę Borko i jej korpo co szefowie pono są z rodziny "wsi"owej. Więc dziś, na koniec nie-świętego tygodnia oraz dnia piątka już popołudniu, w którym (choć na swoim) nie chce nam się pracować jak na cudzym, pochylimy się co-nie-co nad meandrami namiętności w korpo:-)
Well, w gronie postaci nam znajomych jest jedna pani, którą nazwijmy umownie Farmacja. Droga Farmacja ma w sobie ciekawe połączenie charakterologiczne: niewątpliwe wilkołactwo w sferze "kariera" oraz notoryczną anemię emocjonalną jeśli chodzi o rozróżnienie w sferze "uczucia". Otóż, anemia ta objawiła nam się ostatnio podczas przyniesionej przez Mo opowieści z życia pani Farmacji. Więc. Dramat dzieje się w SPA Chlewiska. Ładny ośrodek. Bawi się korpo w stylu hawajskim (robiły my raz taki event w Pozen, jednak nie było jak w teledysku Beach Boys:-). Jest nowy prezes samiec Alfa oraz liczni wasale regionalni płci obojga. Bohaterka Farmacja znajdująca się w sferze zainteresowania samca Alfa decyduje się w pewnym momencie na zrucenie na parkiet hawajskiego kwiatka z włosów, a reszty skąpego stroju na wykładzinę w pokoju hotelowym, no i hyc. Po hyc, kiedy tak sobie leżą w łóżku, on pali, ona, że nie pali to sączy winko, on mówi: wiesz, myślę sobie, że mogłabyś być kobietą mojego życia. Ona: oh, ja też tak myślę. On: ale wiesz ja mam żonę i dziecko. Zresztą to nie chodzi o żonę, tylko o to dziecko. Ona: oh, tak to wszystko byłoby takie niemożliwe. On: zresztą wiesz, to nie chodzi o to dziecko tak do końca. Chodzi o to, że ja miałem przez sześć lat jeszcze dziewczynę (obok żony - przyp. red.) i teraz dzięki tobie zrozumiałem, że to ona jest miłością prawdziwą mojego życia. Ona: oh, ta historia jest niesamowita. I to dzięki mnie? Oh, to wróć do niej. Pozwalam ci odejść....
Farmacja kończyła swoją narrację Mo tymi słowy: czy ty w ogóle to rozumiesz? Nie, ty tego nie rozumiesz. Ty czegoś takiego nie przeżyłaś...
Kuwa. Pisząca te słowa - a słuchająca przy biurku tej historii - pomyślała sobie: kuwa, zaiste nie. Ma rację Farmacja:-) Tyle zachodu o to, że ktoś kogoś chce puknąć wykorzystując zależność służbową, a potem się wymigać bez dostawania natarczywych sms i telefonów - to naprawdę spora sztuka. Myślę, że korporacyjni trenerzy odrobili lekcję związaną z fabułą filmu Fatalne zauroczenie. A mnie się zdało, że łatwiej byłoby powiedzieć: bo cię kuwa zwolnię i nie będzie za co kredytu za mieszkanko spłacać.
No tak, ale za to się do sądu trafia i gazet:-).
Tym mało budującym akcentem kończę blogowanie w tym tygodniu, a nie chcąc pozostać taką złą cyniczną plotkarą, powiem, że w tym zalewie szlamu zdarza się czasem miłość zaskakująca, ale to wszystko z zupełnie innej beczki aksjologicznej więc nie łączmy kaszanki z kawiorem:-) Miłego weekendu.


Ps. FOT Hanah/ koty giną także w Izraelu.

Brak komentarzy: