czwartek, 29 października 2009

هزار و یک شب


Borko, szczegóły nie mają znaczenia kiedy stajemy twarzą w twarz z grozą ogółu. Wszystko zaczęło się dzisiaj od poszukiwań jednej zaginionej książki. Chodziło o podręcznik PWN do nauki gramatyki angielskiego - jedyny podręcznik do którego pożółkłych i rozklejonych kartek mam sentyment:-). Moje biedne książki telepią się po kilku pokojach, niektóre męczą się w kartonowych pudłach, a spora ich część zamieszkuje rozsuwaną lustrzankę w holu... Czasem myślę, że jest im jeszcze gorzej niż mi, a wtedy robi mi się nieco lżej;-). Tak czy inaczej boleść nie-posiadania stałej biblioteki bardzo mnie frustruje. Ale do rzeczy.
Szukając jednego podręcznika znalazłam po drodze wszystkie inne zaginione egzemplarze, dawno niewidziane towarzyszki. I tak wpadł mi w ręce hicior pierwszej połowy lat 90. czyli Niemoc z Neapolu, rzecz frapująca bo opowiadająca historię kiły. Naprawdę ciekawie napisana, niezgorzej ilustrowana. Jedyna "historia czegoś tam", która wytrzymała próbę od czasu mody wydawania książek opowiadających "historię". Na marginesie - to latem dla rozrywki czytałam ponownie Historię piekła, która teraz wydaje mi się jakimś tandeciarskim gównem napisanym ku uciesze czytelników opiniotwórczych dzienników:-). Nevermind. Dalej, po Niemocy znalazłam Politykę ekstazy - gosh, ile razy trzeba było odmawiać roztropnie pożyczenia tego woluminu nierozsądnym znajomym. No i oczywista poupychane na dnie stare wydania wszelkich fantasy z przygodami Solomona Kane Howarda, o którym to Solomonie - wierzcie mi - nie myślałam przynajmniej od lat 18:-) - a przy okazji tego wpisu dowiedziałam się, że w 2008 roku zekranizowano przygody bohatera Howarda. Łoł. I to jako niezależne (w sensie nie z H-lasku) kino fantasy. Zostawmy purytańskiego wojownika przy swojej robocie i idźmy dalej. Przeszukując tak kolejną szafę wskoczyła mi do rąk Księga tysiąca i jednej nocy, hicior wydawniczy z początku lat 80. - dokładnie 1982 PIW. Super przekład, w tym wiersze serwuje sam Jerzy Ficowski.
Opowieści snute przez Szeherezadę mają niebywałą moc sprawczą. W zasadzie mówią o matrycach, które za każdym razem przez wieki ludzie odbijają na materiale swojego życia. A poza tym, zawsze podobały się mnie towarzyszące kolejnym epizodom słowa poetów. Czasem są dość gorzko-ironiczne:
Gdy się komuś rozumnemu ludzi poznać uda,
Tak jak ja ich obnażyłem i rozgryzłem do cna,
Ujrzy, że ich miłość jeno w szalbierstwach jest mocna.
I spostrzeże, że ich wiara - to tylko obłuda.

Ale bywa bardziej pozytywnie:
Stój i nie ponaglaj sprawy, która jest twym celem.
Bądź przyjazny, a i ty spotkasz się z przyjacielem.

Od czasu do czasu - mam pewność uzasadnioną - księga myli się:
Pijąc wino, upojenia nie doznałem,
Bowiem słowo me związane z sensem, zasie dusza - z ciałem.
Nigdy mnie nie skusi wino i przenigdy nie upoi,
I jedynie spośród trzeźwych pragnę mieć kompanów moich.

Pod tym względem to jednak skłaniam się do wiary w słowa, które pisał Baudelaire, że ta dusza wina i że w butelce śpiewała;-)
Cóż, nikt z nas nie jest doskonały. Nawet poeci ze Wschodu.
Wertuję sobie Księgę, znajduję historie, które zupełnie uleciały mi z głowy oraz te co zrobiły spore wrażenie jak choćby krótki majstersztyk w postaci opowieści O trojgu nieszczęśliwie zakochanych, lub zdania w stylu: księżyc piękna mieści się w jej każdej cząstce ciała. Well, trudno to podrobić bez otarcia się o śmieszność grafomanii.
Zakończyć wypada naturalnie jakimś ładnym cytatem. Niech będzie taki:
Wyrusza właśnie do Kairu karawana i chcę powrócić z nią do swoich.
Oraz taki, który wpadł skąd indziej, ale bardzo mnie rozbawił:
Zgodzisz się, że nie jestem tak odrażająca, jak mnie oczerniają, malując.
Wspaniała konstrukcja! Ale i tytuł i autora pominę.

2 komentarze:

dorotas pisze...

Czy ten kadr u szczytu, to nie z "krzyku mrówek"?

Patrycja Blaum pisze...

Tak.