niedziela, 14 czerwca 2009

Kot Heideggera




Borko, na skołatane nerwy najlepsze jest karmienie. Najlepiej jak największej ilości chętnych, wtedy odpowiednio proporcjonalnie spada nam napięcie. Jak widać na załączonych obrazkach znalazłam dla siebie nową formę piękna przepuszczania pieniędzy - zgraję kocich skłotersów mieszkających na nielegalnych działkach w pasie nadodrzańskim. Wszystkie są szare poza jedną czarną kotką (fot/nr/3), z którą gryzą się, a jednocześnie pozwalają trzymać się blisko stada.
Ekipę zlokalizowałam dwa dni temu, błądząc sobie po deszczu, myśląc o ostatnich wypadkach i zdarzeniach, a przede wszystkim o Martinie Heideggerze. Bliżej zrozumienia bycia w świecie nie jestem, ale z całą pewnością już wiem skąd się biorą "wariatki" karmiące bezdomne koty. Nie wiem czy to godne Martina, ale umówmy się tenże miał na swoim koncie przemówienie zaczynające się od Heil Hitler, więc nie bądźmy tacy wymagający i surowi, czymże jest nasze życie jak nie jedną wielką próbą labiryntu i poszukiwaniem swojej Ariadny:-)

1 komentarz:

Terezjusz pisze...

A już myślałem, że odwiedziałaś Milanówek.