środa, 17 czerwca 2009

Pośmiertne życie moich Rumunów


Borko na koniec wirtualnego dnia czasem hycam sobie po sieci, żeby zobaczyć co tam słychać u moich drogich zmarłych Rumunów. Wprawdzie dzisiaj chciałam zaglądnąć zupełnie w inną internetową piwniczkę, ale... ostatnio jakoś tak przypomniał mi się Mihai Eminescu, bo zerknęłam w niewielki tomik z jego poezją (chyba jedyny jaki w Polszy wyszedł) i przypominając sobie Bukareszt trochę się pośmiałam, trochę powzdychałam, pokręciłam głową nad niemożliwą stylistyką romantyzmu i egzaltacją, która na równi dech zapiera co ciągnie na wymioty:-). Nie mniej - należy tu ukłon strzelić - bo gdyby nie Eminescu nie byłoby współczesnego języka rumuńskiego. Tożsamość Rumunów to mega-temat i nie chce mnie się o tym rozpisywać, zresztą Lucian Boia zrobił to wcześniej i lepiej:-). Nie mam akurat w pracy na biurku poezji Eminescu (za to innego Rumuna trzymam:-), więc po naszemu na szybko mogłam znaleźć tylko taki kawałek z "ciorba de burta" rumuńskiej klasyki:



Kiedy wieczorem zaś na progu
Twoja kochana na cię czeka,
Gdy dwojga kochających droga
Jest jak świetlista gwiezdna rzeka,
Świat pierzcha, strach na sercu leży
I strop niebiański w mgle się chowa,
Bo całe życie twe zależy
Niekiedy od jednego słowa.

(Eminescu - Czym jest miłość?)
Ło matko, daję słowo - po rumuńsku to brzmi lepiej, ba nawet przepięknie:-). W tej wersji trudno się jakoś mnie wkręcić w Eminescu, ale jak mówię, łapiąc całość, porównując mnogość innych fajnych numerów, ciekawych refleksji o przemijaniu i przede wszystkim śmierci (nie byłby Rumunem gdyby o śmierci nie pisał:-), to jest to zacny poeta. I symbol Rumunii. Więc właśnie, idę ja idę przez internetową równinę, aż tu nagle trafiam na stronę taką. Dla nieznających za grosz rumuńskiego ani politycznych szyfrów tej krainy to jest to opcja kojarząca się z tym. Hm, i to mnie zawsze zaskakuje. Jak życie pośmiertne moich bohaterów nabiera zupełnie alternatywnego kierunku interpretacji. Jednak genetycznie mnie obcego, bo maszerowanie w zbiorowym szyku to ja proszę państwa toleruję tylko na filmach w stylu Gwiezdne Wojny i nie sądzę aby coś się u mnie w tej kwestii zmieniło:-), choć zupełnie nie wiem dlaczego zawsze się tak składa, że to towarzystwo podbiera mnie persony mi bliskie:-(
Tak czy inaczej, doprawdy Eminescu w połączeniu z "celtykiem" to już kuwa awangarda awangardy bezsensu. Wielka Rumunia Eminescu to nie kuwa nacjonalistyczna grajda okopana rowem i otoczona drutem kolczastym. Zresztą za życia to Eminescu raczej kręcił się wokół idei co zwała się Veronica Micle, również poetka i do tego nie mniej zdolna. Tu akuratnie służę tylko fragmentem po angielsku:
"Go", I say, my mind foretelling
only bad things for it, all;
"Stay", an inner voice is spelling
For my longing and my soul.

You do know I love you dearly
More than I could ever say,
Yet, my words are harsh and really
Always chasing you away;

Then, what to believe indeed
You don’t know, the words I said,
Or the boundless love you read
In my loving eyes, instead.

Alas! My confusion’s greater
Much more work I have to do
As I don’t know what is better :
Reason, heart to listen to?

(Veronica Micle - Fugi)
Kochania, rozstania, awantury i tłuczenia były więc treścią relacji tej pary, co akuratnie pasowało do anturażu tamtych czasów, zresztą tak jakby te były inne. W końcu Eminescu zmarł na mało nacjonalistyczną chorobę jaką jest syfilis, a panna Micle zamknęła się w klasztorze, po czym sporządziwszy rozliczenie wzajemnych relacji (w tym twórczych) otruła się arszenikiem. Cóż, nie byłabym złośliwcem, gdybym nie sparafrazowała tytułu pewnego programu ze stacji kobiecej: taka miłość się nie zdarza, po prostu. A tak poza wszystkim to oczywista, że i łzę (najchętniej w Bukareszcie przy kuflu piwa Ciuk i dobrze wypieczonymi mici) bym uroniła w związku z całą historią.
Natomiast w Târgu Neamţ, jeśli tam kiedyś traficie, można zobaczyć muzeum (dom) Veroniki Micle. Poważnie kończąc: ciekawa to była poetka.

7 komentarzy:

Studyta pisze...

Ciorba de burta to zdaje się flaczki, nie?

Mam pytanie: posiadam płytę z rumuńską muzyką powiedzmy to "biesiadną" z roku 2001 i jest tam fajny kawałek, którego tytuł brzmi "Notule Caratorule" - wiesz może cóż to właściwie znaczy?

Pozdr,
Stoody

Studyta pisze...

sorry - Notule Calatorule

Patrycja Blaum pisze...

Stu@
Notule - chyba mały (po francusku notule - to mały przypis do tekstu).
Calatorule - chyba wędrowiec, podróżny albo -i w liczbie mnogiej.
Calatori - to bilet, cale - podróż.
Tak mnie się na teraz zdaje, ale musiałabym "nach hałze" zaglądnąć w mądre podręczniki.
Gosh, biesiada rumuńska, he he. Przeżyłam parę.
Ciorba de burta to jednak nie flaki, to nieco inaczej wygląda i smakuje. Przede wszystkim nie jest tak gęste, rosołek jest zabajone (w najsmaczniejszej wersji), wołowinka bardziej mięsko niż flak. Ogólnie zajefajna rzecz i oczywista z bagietką albo "langoszem" (bułka z kozim serem, cholernie tuczące ale rewelacyjne).
Jak dowiem się dokładnie o "notule calatorule" to dam znać, bo może to synonim albo nazwa i sprawa ma się zupełnie inaczej:-)
ps. polecam muzykę jak to się mówi etniczną - są do dostania nagrania ludowej muzyki rumuńskiej z obszarów Bukowiny (zarejestrowane przez etnografów w 1922 roku), która brzmi szokująco dla naszego ucha, ale prześwietna to rzecz.

Studyta pisze...

Swoją drogą zastanawiające jest podobieństwo koafiur pani Micle i Gospodyni tego blogasa.

Patrycja Blaum pisze...

...ale to akurat przypadek! A jak wiadomo, te chodzą po ludziach :-)

Anonimowy pisze...

Skąd ta fascynacja Rumunią?

Patrycja Blaum pisze...

A@
Dlaczego Rumunia?
...a to długa historia:-) Po prostu w Rumunii spotkały się wszystkie warstwy fascynacji literackich, popkulturowych, folklorystycznych, religioznawczych, filozoficznych oraz jedyny w swoim rodzaju genius loci - bardzo mnie odpowiadający. Poza tym dawno temu zauważyłam, że ludzie u nas mają często pogardliwy stosunek do Rumunii, choć wcale nie znają tego kraju, a ja nie lubię takich protekcjonalnych postaw, za to lubię odmieńców:-)