środa, 3 września 2008

...i jak tu nie lubić nietoperze


Borko wiec wybrałam się wczoraj z Redaktorem do kina na nowego Batmana i jako wielbicielka komiksów i ich ekranizacji, muszę przyznać: całkiem smaczny ten odcinek kinowy Mrocznego Rycerza, całkiem. Oczywista poruszamy się w świecie pewnej umowności i ikon popkulturowych, ale nawet od sztuki rozrywkowej należy wymagać pewnego rodzaju wysokiej poprzeczki, a nie taniego ścierwa co to zaledwie behawioralne zadowolenie ma sprawić. Więc w tej części nietoperzowych przygód popracowano nad scenariuszem i postaciami bardzo przyzwoicie, może poza paroma słabszymi momentami - to reszta materiału trzyma się całkiem fajnie razem i daje kopa. Nie mówiąc już o estetycznej oprawie całej produkcji - tam trudno przyczepić się do czegokolwiek. Przyjemnie egoistycznie też stwierdzam, że w konstrukcji kobiecych postaci scenarzyści odchodzą od obsadzania w takich rolach zaledwie 20-latek, co na przykład sprawia, że cholernie ciężko zawierzyć, że taka gładka o lśniącym obliczu lala zdążyła skończyć prawo i przebyć niezbędną aplikację. W tym wypadku, "dziewczyną numer jeden" jest Maggie Gyllenhaal - niezapomniana "Sekretarka" z mojego ulubionego filmu pod tym samym tytułem. Reszta załogi też fajna, ale o tym poczytacie lepiej na blogu Redaktora o horrorach, który znajdziecie w linkach obok.
A ja bym teraz chciała troszeczkę o nietoperzach. Te miłe latające myszy zawsze kojarzą mi się z wyjazdami wakacyjnymi nad morze w dawnych, dawnych latach 80. Otóż jeździliśmy wtedy całym taborem do osady co zwała się Pogorzelica. Ośrodek naszych macierzystych zakładów chemicznych (rodzicielka nasza droga chemia organiczna, której zawdzięczam dziecięce imprezy, prezenty, kolonie, pierwszą maszynę do pisania, dostęp do xero, komputera pierwszego i oczywista część wykształcenia:) leżał w śród sosnowych lasów, a na plażę wiodła wspaniała leśna promenada. każda cząstka elementarna mojej familii jeździła tam po co innego. I każdy w sumie zapamiętał tamten czas inaczej. Na szczęście byłam zbyt mała aby poświęcać lwią część czasu na zajmowanie się stosunkami międzyludzkimi i wystarczyła mi radocha kiedy po raz pierwszy w wolnym konkursie w ping ponga ograłam swoich rówieśników chłopaków:) w dyplomatyczny sposób zmiatając ze sceny, kiedy ci żądali rewanżu. Można powiedzieć, że wówczas pierwszy raz doceniłam tajniki sztuki opisywanej przez Talleyranda, Kissingera i Machiavellego:-) Ale bądźmy poważni. Wróćmy do nietoperzy. Obok wielu różnych zajęć w Pogorzelicy, naszym ulubionym zajęciem była wieczorna przechadzka na plażę aby oglądać nocą morze. Oczywista straszono mnie przy tym niemiłosiernie stworami z toni i do tej pory nie dam się przekonać do nocnej kąpieli. Ale zanim weszliśmy na plażę i rzucił się na nas chrzęst wzburzonego zazwyczaj wieczorem morza, szliśmy tą cichą bajkową promenadą otoczoną wysokimi kolebiącymi się na boki sosnami. To właśnie tam pierwszy raz zobaczyłam latające nietoperze. Lekki świst i kształt skrzydełek zrobił na mnie olbrzymie wrażenie i zawsze będzie mi się kojarzył z najlepszy czasem dzieciństwa. Z tą chwilą kiedy człowiek wybiera własną interpretację wydarzeń. Kiedy słuchając bajki o Jasiu i Małgosi zaczynamy zastanawiać się nad spaloną czarownicą, kiedy zamiast cieszyć się ukatrupieniem złego wampira myślimy: a czy po nim ktoś płakał? Niektórzy, co za dużo kombinują zaraz pisząc o ścieżkach prawej i lewej ręki o drodze Apolla i Dionizosa. Eh... I jak to mówi Joker do Batmana: Ja jestem freakiem, Ty jesteś freakiem...a ludzie nie lubią freaków. :)

4 komentarze:

Dante pisze...

Tiaa:"Niektórzy, co za dużo kombinują zaraz pisząc o ścieżkach prawej i lewej ręki o drodze Apolla i Dionizosa." No cóż, powiedzmy, że ja jestem freakiem, Ty jesteś freakiem...a ludzie nie lubią freaków. ;))))))))

Patrycja Blaum pisze...

no popatrz, popatrz, a ja tu właśnie na "post kapitalistycznej" przerwie szuram po Twoim blogu, a Ty po moim ha ha ha ;)
Ano nie lubią freaków, nie lubią.

Dante pisze...

Acha, jak tylko zobaczę "Mrocznego Rycerza" to obiecuję, że napiszę tekst o ścieżkach prawych i lewych i inszych w tym filmie. ;)

Patrycja Blaum pisze...

ależ proszę, proszę... jak zwykle z ciekawością przeczytam