poniedziałek, 8 września 2008

Naprawdę kilka słów o Elegii


Borko, a na jakim ja zajefajnym filmie byłam w sobotę z Ags! Urodziny (wielodniowe) mają to do siebie, że można w czasie obchodów zaliczyć mnogość atrakcji: najeść się, napić się, naśpiewać się, spotkać z najróżniejszymi grupami (również wiekowymi) swoich znajomych i przyjaciół oraz pójść do kona ;) Ostatnią rozrywkę zafundowałyśmy sobie z moją słodką Ags, która zrzuciła mnogo kilogramów i wygląda jakby znów zaczynała studia doktoranckie;) Ags przytaszczyła mi także na urodziny prawdziwą etno-gotycką spódnicę, w której jeszcze nie wiem gdzie i jak wystąpię, ale zobaczy się bo będzie to duża rzecz, a raczej event show ha ha ha.
Wracając do kina. Tak to więc trafiłyśmy z premedytacją na Elegię Isabel Coixet na motywach prozy Rotha. I powiem tak: jak dla mnie to film roku. Doskonały. Jest w nim piękno, czas, przemijanie, okrucieństwo egotyzmu, strach przed ośmieszeniem się wobec drugiego człowieka i śmierć - najpewniejsza na świecie nagroda za życie. Do tego w tle uderzenia fortepianu w takt kompozycji Erika Satie. No i cóż. Elegia weszła do kin na moje urodziny dokładnie. Eh, takie to symbole naszych czasów, ale czy naszego życia? :-)

2 komentarze:

Dante pisze...

W tym roku w dniu moich urodzin była premiera światowa nowych przygód Indiany Jonesa. To na pewno coś znaczy...;)

Anonimowy pisze...

A w dniu moich urodzin, 13 grudnia, ogłoszono stan wojenny :)