poniedziałek, 22 września 2008

A taka to fajna ta nasza Wróżka


Borko no więc na ten czas absinth-party chyba dość, a przynajmniej do chwili uzupełnienia zapasów, co zapewne niewątpliwie nastąpi.
Ale może od początku... Tak ten weekend zaczynał się dość niepozornie. Pierwszy raz (od dłuższego czasu) zdecydowałam się nabyć program TV aby spędzić czas przed tele-skrzynką w ciszy i spokoju, kiedy Mała Blogerka będzie pobierać nauki na naszej drogiej uczelni. W sobotę nawet złapał mnie jakiś samotny dół "po sprzątaniowy" co wygnał mnie z chatki na długi nostalgiczny i jesienno romantyczny spacer, który zakończyłam w jednej z galerii handlowych zastanawiając się jakby to było gdyby rzucić się z ruchomych schodów w wielką przestrzeń konsumpcyjnych hal wypełnionych uprzedmiotowionymi marzeniami:) Tak czy inaczej, jak to stwierdziła Monique poszłam ja w niebezpieczne zaklęte rewiry samotnego włóczenia się w tłumie aby sycić się obecnością obcego motłochu. No cóż, lud zajmował się tym co zawsze: żarciem i kupowaniem. Nic nowego. Nic ciekawego też tej soboty nie zauważyłam w miejscach publicznych co mogłoby stać się przedmiotem refleksji. Nieważne. Ale jak to w bajkach o dobrych i złych królewnach bywa nadszedł niespodziewany zwrot akcji. A to przez to, że z powodu choroby Monique postanowiłyśmy wieczorową porą na powitanie jesieni wspomóc się lampką wina. I tak właśnie siedząc przy blacie kuchennym okazało się, że została nam jeszcze jedna butelka zielonej wróżki...a raczej w tym wypadku czerwonej;) W poszerzonym już składzie (bo o psa i Małą Blogerkę) wybrałyśmy się w podróż o lekkim zabarwieniu procentowym. W każdym bądź razie, trzeba przyznać jedno: absintha ma cudowne właściwości lecznicze -zwłaszcza jeśli chodzi o kwestie duszy;) Wprawdzie są zawsze skutki uboczne w postaci: sponiewierania psa (ale przeżył, przeżył i chyba bawił się świetnie), gryzienia, biegania na czworaka, czytania pamiętników i klaskania (as fuck!) para-Rubika oraz zapoznania całej klatki z twórczością Grzegorza Ciechowskiego - zwłaszcza w sekwencji naszych ulubionych numerów o poławianiu pereł i bezeceństwach pornografii... ale cóż, kto z nas nie był niegdyś młody?;). Wracając nad ranem (czas uległ niebezpiecznie cudownemu skróceniu) wspierając się na dobrym ramieniu Małej Blogerki na ulicy Lelewela zdarzyło się jej wdepnąć w trupa (przynajmniej tak o 4 nad ranem byłam tego pewna, że o to właśnie z tym mamy do czynienia - po dniu okazało się, że było to najprawdopodobniej stare masło;). Tak czy inaczej - imprezę można zaliczyć do udanych, a parties w centrum mają do siebie, że i szybko można się zorganizować, a nachalna bliskość 24 na h sprzyja do uzupełniania wszelkiego rodzaju zapasów. Sprawdziłam dzisiaj jeszcze jedno - nie ma potwierdzonych informacji, że jakoby absintha ma prowadzić do uszkodzeń mózgu - więc spox, bez obaw zachowania uboczne są spowodowane naszym wrodzonym wariactwem, a nie tym trunkiem;), a że absintha pierwotnie używano jako panaceum na różnego rodzaju dolegliwości - w tym szczególnie bólowe - to racja zupełna. Prawda li to - leczy, leczy...jak się okazuje nawet ból duszy;))))

2 komentarze:

pinio pisze...

Boszeee, co się dzieje jak ja w pracy. Absentparty, poniewieranie psa 8-))

Patrycja Blaum pisze...

no, ale psu się podobało;)