poniedziałek, 1 września 2008

Spadają pierwsze liście ;-)


Borko co w końcu w pracy zostałaś obsypana liściem kapuścianym (w sensie dzieci bożka mamony;) i jakoś rozmyła mi się ta niedziela na niedolach wieku starczego, stąd wybacz, wybacz królowo, ale spotkamy się już we wrześniu, a nie w jeszcze sierpniowej letniej aurze.
Życie nas ciągle zadziwia w cudaczny sposób :) Tak myślę sobie - podobnie jak o tym, że małemu Zwierzakowi z za ściany nigdy, ale przenigdy nie będę robić już koncertu "ważnych kawałków", które znać powinna ha ha (...ale The Verve już mam kochana na kompiku;).
I już jesień tuż tuż:) super. A o wielu różnych bardziej konkretnych przemyśleniach i ploteczkach w stylu "piłam z..." poopowiadam w następnym odcinku bo teraz muszę zająć się "czymś innym".

3 komentarze:

zwierzak zza ściany pisze...

ej, jak to nie będzie koncertów? nawet mnie nie denerwuj - przecież jesienią najlepsza muza wyłazi ze schowka :)

Patrycja Blaum pisze...

toż przecież piszę, że jestem mistrzem w kwestii nie dotrzymywania obietnic o dobrym prowadzeniu się :-) zwłaszcza, że The Verve będzie w całości i będzie się działo. Choć w sumie moja droga może jednak już czas ustatkować się droga panno:)

mała blogerka pisze...

cieszy mnie w takim razie, że niedotrzymywanie obietnic w Twej naturze jest :) tylko nie strasz mnie ustatkowaniem się :) za młode na takie postanowienia jesteśmy :)