środa, 22 lipca 2009

Subtelne listy z wakacji

Borko, szczęśliwa urlopowiczko i "dezerterze" (czasowy) od szponów korpo-mafii, jakże zazdroszczę Tobie tej chwili wyłączenia się z obiegu:-) Nic to, u nas gorąco, wilgotno, roboczo i wiatrak na okrągło chodzi, prawie jak w filmie Harry Angel he he, tylko nie przyszło nam jeszcze do głowy jakiegoś kuraka ubić;-)
Lud pozostający nad morzami donosi, że jest całkiem fajnie. Szczęśliwcy powracający z Marakeszu lśnią piękną skórą:-). Niektórzy czerpali ochłodę z pozostawania na bagnach - jak się okazuje, a kolejni na północy bawią się w bycie "Szwedami", reszta snuje się. Do czasu zamiany. Kwestia turnusów pozostaje niezmiennym cywilnym rytuałem. Jest też taki margines ludu, co podróżuje bo pracuje. Tako jak i my. Choć szczęśliwie dowiaduję się, że w tym tygodniu ominie nas jazda do miasta Łódź (nota bene tego, którego odwiedzać nie zamierzałam w najbliższym czasie:-(. Niestety, co się odwlecze to nie uciecze.
Ale ja tu o innych chciałam dzisiaj sprawach napisać. Na wakacjach lubię dostawać listy, może nawet bardziej niż w pozostałej części roku. Zresztą, sztuka korespondencji i pisania listów to jest miodzik akacjowy i naprawdę rzecz wielka w czasach porozumiewania się monosylabami w stylu: no, yhy, aha, ok, eh, ten tego ;-)
Tak więc przyszłam ja ci rano do biura, odpaliłam "różową dziewczynę", patrzę, patrzę w skrzyneczkę (listonosz realny już był, ale poza wyciągami z kart i fakturami nic nie przyniósł), a tu czeka na mnie wiadomość z daleka od jednego przesubtelnego, przemądrego, przewykształconego, przeempatycznego kolegi, więc myślę sobie: łoł taki miły akcent na rozpoczęcie dnia. Gwoli wyjaśnienia, punktem wyjścia była kwestia depresji i głasków, ale treść szybko zmutowała na tematy antropologii kultury: "...zostanę już we Wro - mieście grzechu i rozpusty a'propos słyszałem od Araba jak powstało Morze Martwe i depresja, no więc była sobie Sodoma i Gomora w okolicy, Bóg się wkurwił, jebnął pięścią w blat swojego biurka i wysłał Anioła żeby z pedalstwem zrobił porządek. Anioł wystraszony i też w sumie wkurwiony, że musi gdzieś lecieć, jebnął z buta w ziemię łopatą, w dołek, który powstał po prostu się odlał i tak wszystko do góry dnem zostawił. Sodoma i Gomora mają od tamtego czasu spoczywać na dnie Morza Martwego.......niezłe, nie?:)".
Tia... i to ja niby jestem wulgarnym chamem? :-)

Brak komentarzy: