środa, 14 kwietnia 2010

Jak placek

Nie mam jeszcze dobrego nastroju na pisanie bloga. Ale o tym kiedy indziej, kiedy indziej...
Tymczasem mam nową "dziewczynę", tym razem z jabłkiem na plecach, leopardem na brzuchu i safari w głowie. Oraz całym pakietem programów dla wariatów od składu, rysunków i fotoszaleństw.
Szkoda, że nie zdarzyło się to w moim życiu 20. lat temu. Być może byłabym kimś lepszym i bardziej pożytecznym, może dostarczyłabym ludziom więcej radości tworzeniem rysunków i zabawnych historii niż... anyway. 
Nie wiem skąd biorą się spleeny wszelakie, nie mają pozornie nic wspólnego z racjonalnym światem i działaniem, ale są. Sama chętnie wytrzaskałabym się po gębie. Ale przecież tak wielkie odczuwam zmęczenie, że staje się to coraz bardziej paraliżujące. I myślę sobie... 
Nie, nie mogę pisać o tym co sobie myślę, na blogach w gruncie rzeczy nie pisze się o tym, co sie myśli, tylko o tym, co chciałoby się myśleć. 

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

“Out of the night that covers me…” – pamiętny “Invictus” Henleya. Pewnie nie pomoże, ale i na pewno nie zaszkodzi. Jak zwykle mocno trzymam kciuki za Autorkę.