wtorek, 21 października 2008

Festiwal horrorów na starcie


Borko droga - jak słyszałam - za mąż jeszcze nie wyszłaś co jest he he he niedopuszczalne, ale śpieszę Cię zapewnić, że świat na pewno nadgoni to nie-do-ciągnięcie;-) Tyle żartów, a teraz czas zabrać się za poważne rzeczy.
Wiele by mówić.
Wróciłyśmy ze Stolycy po nużącym wyjeździe. Zamiast diety zapchałyśmy się morzem żarcia - i jednak parafrazując pewien cytat z ostatnio widzianego filmu: nas powinni pokazywać na Discovery :) Tak czy inaczej jakoś w Wawie nie chciało nam się zostawać. Ale za to, że jak zwykle pojebałyśmy drogę do celu, który oględnie mówiąc był tam gdzie był, a nie tam gdzie wskazywał nam nawigator. W związku z tym zwiedziłyśmy sobie drogę na Puławy, obrzeża Wawra, Sulejówek - bardzo piękny, nawet kilka pustostanów tam wyhaczyłyśmy, które świetnie nadawałyby się do spędzenia mrocznej starości. Doceńcie to, że o tej okolicy piszę "bardzo piękna" - bo naprawdę zaskoczyłam się tym, że coś stworzone architektonicznie poza DS-em albo innymi post krzyżackimi miejscami będzie mi się podobać. Bo ja zazwyczaj w tym polskim otoczeniu to nie czuję się pewnie i nie pojmę nigdy krajowego planowania urbanistycznego ani pewnych gustów architektonicznych. Ale żeby nie było za dobrze - to umówmy się - zaledwie kilka chałup spełnia w tej okolicy wymóg estetycznych perełek. Takie perełki w morzu szlamu i burdelu.
Na koniec jeszcze walnęłyśmy się przez praskie korki, odwiedziłyśmy nowego małego człowieczka, który pojawił się na 2,5 miesiąca temu na tym nieboskim świecie i udałyśmy się na Janki na egzekucję naszych brzuszków. Targedia. Dość aby napisać taką oto zagadkę: co dwie baby mogą kupować po 12 w nocy w aptece całodobowej: a. prezerwatywy b. środki antydepresanty c. preparaty przeczyszczające?
Rzeczywistość jak i zło tego świata i tym razem okazały się być banalne :)))))))
Cóż - jedzenie jest cudne, ale mieszczenie się w wąskie rzeczy jeszcze bardziej genialne. A na wojnie jak to na wojnie - wszystkie środki dozwolone, konwencja genewska nas nie obejmuje pod tym względem. Eh. Zasnęłam snem kamiennym i spokojnym. Wcześniej przeczytawszy jeszcze sobie o casusie kobiety upadłej w sztuce dramatycznej początków XX wieku. Wybawiające od realu - zapewniam.
A co z resztą? A to, że stara jabłoń już ma ponad dwa latka i jakoś tak wiatr jej konarami ciągle telepie. A to, że zamarzyło się nam tu w jabłoni zabranie na jazdę testową niezgorszego bawarczyka :-) Tyle, że jak tyłek przyzwyczai się do luxusu to cholera nie będzie się chciało tyłka na powrót przenosić do Koreańczyka, ale... z drugiej strony: kto nie ryzykuje ten nie żyje. A chyba jednak chcemy jeździć BMW. Nieprawdaż? :-)

Brak komentarzy: