środa, 1 października 2008

Garść jesiennych jabłek













Borko, a ja tu zamiast układać zaktualizowanego sylabusa na zajęcia, albo choć wziąć się za pisanie do przodu to kwękam i jakoś tak mi się nie chce. Materialnie rzecz biorąc to wszystko jest "gitanes". Na Redaktorskim Horrorowisku pójdzie pierwszy odcinek horror zagadki z okazji nadchodzącego Halloween, nowy telewizor LCD (jak sk...ć się to już konkretnie;)cieszy panoramą niezmiernie, dramatycznych wydarzeń ni ma żadnych ani powodów do złego samopoczucia. Więc - do roboty rwać się winnam jak łania. Cóż, skoro muzy he he brak, a te dostępne to jakieś uwiędłe nieco i przewidywalne;) Sic. Mięsa, mięsa, pociągu z świeżym mięsem proszę i to dobrze przyprawionym.
Ale zanim "rzeźnia oddzwoni" mam tu garść uwag, co mnie naszły podczas lansowania się przed nową tele-klatką. Otóż, poziom jaki telejajo antenowe dostarcza niezmiennie rzuca mną o ziemię, choć wiadomo, że "pudlowe" rozmowy jakie z tego powodu miewamy bywają całkiem przyjemne. Przecież w sumie bez tych "rubików", "cichopków" i reszty całej oranżerii byłoby czasem nudno (byle Mała Blogerka nie chciała już klaskać kuwa na imprezach, bo wyjdę już na sto procent w jednym bucie;). Zarzutem podstawowym co do programów wymiotno-rozweselających jest tylko to, że ciągle te same gęby są lansowane, a i czasem poziom lukry zasłania poziom złośliwej satyry - i to jest niewybaczalne. I tak to wszystko to takie soft porno, w porównaniu choćby do (niegdyś chętnie) oglądanego "Feszyn TV". Wiele lat temu, to był mój ulubiony program śniadaniowy, bo wystarczyło zrobić trach na ten kanał i od razu odechciewało mi się jeść jak łypnęłam sobie okiem na długonogie i długowłose okazy maszerujące dziarsko po wybiegach. Ho, ho, kto wie ile zawdzięczam oglądaniu tego programu. Gdyby nie "Feszyn" być może ważyłabym z setkę żywca i mogłabym występować w programach na temat "grubej, słodkiej i tłustej Europy":) Ale wróćmy do porno - wszak to sympatyczny temat (choć zależy od kontekstu). Tak właśnie na "Feszyn" to mamy do czynienia z porno w stanie krystalicznie czystym. Ja już nie wspomnę nawet o tych emisjach nocnych niby ze sparingami bieliźniarskimi - bo to, to już standard i czym to jest w porównaniu do choćby nocnego pasma w TVNTurbo:). Myślę tu raczej z relacjach z okazjonalnych bądź cyklicznych eventów pod szyldem "Feszyn" albo innych reklamowych partnerów. Otóż nic to, że pokazują zgraje nachlanych panienek i panienków (mężczyzn tam organicznie brak - jest coś takiego nowego, jakaś nowa jakość (nie mylić z gejami!!!!) stworów, których właśnie nazywam sobie - panienkowy. Ale to nic - naprawdę. Choć bywa strasznie jak idą relacje dla przykładu z jakiś okolic morza Kaspijskiego albo dalszego i widać na tych party ten rodzaj mroku, w który mnie zaglądać się nie chce wcale. Porno jest w czym innym - w tym jak wokół tych wychudzonych, roznegliżowanych nieszczęść, które do kamery bez wprawności żadnej pokazują jak piją wódę z gwinta, kręcą się spasione cielska podstarzałych oposów i trutniów już zupełnie biologicznie nieproduktywnych, ale jeszcze chcących wyssać coś z tej upitej i zatraconej młodości. Eh, najbardziej poraża mnie widok tych wielgachnych brzucholców i spoconych łysin. Ja wiem, że władza i kasa to pono najlepszy rodzaj afrodyzjaków, ale kuwa jakoś nie jestem w stanie w to uwierzyć gdy patrzę się na te monstra. I to jest ten moment hard porno, jak właśnie te stwory wybierają z pośród tych chudych i młodych chwilowe księżniczki, które następnie koronują klejnotami z podrabianych kamieni, a i te im skoro świt zabiorą. I dobrze, że choć oszczędzono relacji dalszych spoza kurtyny. Uf.
Tak czy owak - życzę wszystkim aby nie zamieniali się w galaretowate stwory (co dotyczy zarówno ciała jak i przede wszystkim ducha), a co do księżniczek... moje drogie to gatunek, który wymarł im lepiej to pojmiecie tym łatwiej wam będzie w życiu - choć nie wykluczam, że spotkacie na swojej drodze mnóstwo matołów poszukujących księżniczek - ale od tych trzymajcie się z daleka :) Niech idą oglądać "Feszyn TV":)))

ps. a to na październik był właśnie 100 wpis na tym skromnym blożku.

1 komentarz:

mała blogerka pisze...

no to dawaj juz 101 wpis :))) zawsze fajnie poczytac :) a ja Ci obiecuje, ze juz nigdy nie bede klaskac rubika (no chyba, ze Jabłuszko Nasze Kochane znowu płytkę zapuści). hehehe :D