piątek, 31 października 2008

Na przed-weekendzie


Borko, a więc spędziłyśmy z Ags wczoraj dość przyzwoity wieczór, bo dla odmiany wcale nie na hulance i nałogach, a wręcz odwrotnie. Akuratnie TV-pudło nadawało sobie radośnie Dziewiąte Wrota, które oglądając kolejny raz ciągle mnie zaskakują i to w bardzo fajny sposób i ten film jest właśnie taką małą perełką, że za każdym razem widzi się w nim coś dziwnego. W zasadzie to już od Dziecka Rosemary podobał mi się ironiczno-groteskowy komentarz Polańskiego do pop-okultyzmu i trzeba przyznać, że wyszło mu to bardzo dobrze. Choć pamiętam dobrze psioczenia i utyskiwania na ten film, ale myślę sobie ot po prostu, że są jakieś niszowe tematy, które dla jednych są wyzwaniem, a dla innych stertą niepotrzebnej estetyki. Ot, życie, ot gusta o których nie należy zbyt często dyskutować bo można się zdegustować:-) Nikt nie musi podzielać naszych upodobań i opinii, ale też lepiej uważać z naśladownictwem bo ono zamiast podbijać okruchy próżności często zamienia się w krzywe zwierciadło. Jak wiadomo zbyt długie obserwowanie zdeformowanego obrazu może spowodować zawroty głowy i nudności. W sumie wszystko skądś przychodzi i pochodzi, oryginalność jest pojęciem względnym i naprawdę rzeczą cholernie rzadką, to rodzaj tej wyjątkowej kolekcji, z którą być może nigdy nam nie przyjdzie się spotkać przez całe nasze życie. Kwestia lub przysłowiowy pies jest pogrzebany w tym aby tak zmiksować półprodukty asortymentu stylów życia, aby choć cień naszej "ręki" nadał im indywidualny sznyt.
A ja powoli szykuję się do odjazdu z "mojej" staromiejskiej norki i jestem ciekawa jak to będzie w tym innym gniazdku. Ale zanim to nastąpi trzeba jeszcze przeżyć przeprowadzkę... co przyprawia mnie o mdłości bo akurat tej czynności nie znoszę, zwłaszcza że z wiekiem człowiek obrasta w makabryczną ilość przedmiotów, ubrań, książek... i ta moja sentencja Omnia meum mecum porto staje się powoli dość ciężką ideą do realizacji :-).
Tymczasem jutro podróż przez cmentarze. Najbardziej ciszę się z odwiedzenia mojej ulubionej maleńkiej nekropolii we wsi Wilczyn (w okolicach Obornik jest jeszcze Wilkowa - swoją drogą to ciekawe nazwy jak na okolice, gdzie wilka he he to nie wiem od ilu wieków się już nie uraczyło, ale może to o innego rodzaju wilki chodziło;). W Wilczynie cmentarzyk ufundował dawny właściciel wiochy, ciekawy plan w stylu angielskiego ogrodu. Solidny neogotycki mur z cegły klinkierowej, nagrobki rozrzucone w gęstwinie rzędów drzew liściastych, ciekawe architektonicznie - niewielkie, ale o indywidualnym stylu i przedstawieniach. Zapamiętałam m.in. grobek, którego pion stanowił wyrzeźbiony w kamieniu pień drzewa i najróżniejsze ozdoby. Sama kaplica cmentarna to był przykład eleganckiego neoklasycyzmu z korynckimi kolumnami (wycięte przez złodziejstwo). Kaplica w centralnym miejscu sklepienia dachowego miała zaplanowany szeroki świetlik, a że drzewa wokół pozostały odsunięte w pewnej przemyślanej odległości, to mniemam, że w okolicach południa przez dach wpadać musiało wspaniałe światło, które oświetlało katafalk wraz z spoczywającymi na nim zwłokami. Cudne. Wilczyńska krypta była też miejscem, gdzie spoczywały zabalsamowane zwłoki (widać właściciele mieli taki way na konserwację). Jeszcze na początku lat 80. a może była to końcówka 70. jak wieść gminna niosła, a ja sama wspomnianą historię słyszałam będąc dzieciakiem zupełnym jeszcze, po jakiejś miejscowej potańcówce, dwóch nawalonych matołów poszło na cmentarz i zeszło do krypty wynosząc właśnie takie zabalsamowane zwłoki z trumny, które chcieli przytaszczyć do miejscowej remizy... jednak albo zabrakło siły, albo z innych powodów porzucili swoją "zdobycz" w okolicach płotu cmentarnego. Podobnież leżały tam jeszcze przez długi czas. Cóż, co kraj to kurwa obyczaj jak widać. Nie wiem kto to był, na ile prawdziwa jest cała story, ale jeśli tak było to ciekawam co się potem tym ludziom śniło i kto do nich w noc ciemną pod płaszczem mary sennej przychodził. A mam nadzieję, że przychodził:-)
Kończąc - powiem tylko by the way sentencji, że na grobie ostatniego z pochowanych właścicieli majątku Wilczyn umieszczono napis Per aspera ad astrum (przez trudy do gwiazd) - bardzo lubię to zdanie, jego sens i jego moc metafizyczną oraz zagadkowość w rzeczy samej. Jest to ta nieczęsta chwila refleksji i akceptacji zawiłości życia oraz naszej jego interpretacji, która jest godną odtrutką na wszystkie dzisiejsze oczekiwania łatwości i nieznośnej lekkości bytu. Nikt przecież nie obiecał nam, że będzie łatwo na tym świecie. Nieprawdaż? Ale z drugiej strony ten trud zawarty w tej krótkiej sentencji odnosić się też może do hartu jaźni, badania niezbadanego, próby labiryntu i wejścia na poziomy, o których marzyć można, a piękno tego zawarł w pop-kulturowy sposób S. King układając takie oto zdanie: śmierć jest tajemnicą, a pogrzeb sekretem...*

* pamięci A.C swój wpis dedykuję :-)

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

http://markonzo.edu mcconnell decilitre http://aviary.com/artists/carpettiles http://www.foodbuzz.com/blogs/1876308-allegiant-air fysical webapps http://forum.fscp.org/members/allegiant-air-airlines.aspx http://forums.maniacalragepodcast.com/users/2660 aspextending rotational http://www.soundclick.com/members/default.cfm?member=prilosec http://forums.maniacalragepodcast.com/forums/4/topics/373 toddler stockholder http://aviary.com/artists/Tempurpedic-Bed