niedziela, 24 maja 2009

Chudy barok

Borko, w przeciwieństwie do Ciebie dear, wiolonczelistką nie jestem, i zapewne już nie zostanę. Dość, w życiu swym namęczyłam bliskich "próbami" z melodyką i cymbałkami:-) w rolach głównych he he. Jednak dzisiaj nie będzie o nauce gry na instrumentach, tylko o baroku - w sensie mentalnej ucieczki. Długo nie mogłam ustosunkować się do tego "kierunku" czy "stylistyki". Jakoś nie szło nam razem, a że wyobrażam sobie zawsze słowa jako postaci - to przez wiele lat hasło baroque - błyszczało mi przed oczami pod postacią - starej obleśnej perły upapranej tłustymi paluchami:-). Ale tak już w życiu bywa, że nie należy za bardzo przyzwyczajać się do stałości... nawet w gustach estetycznych ha. Więc zmiana stosunku do baroku nastąpiła pod wpływem dwóch wielkich wydarzeń: 1. po wydaniu w Polsce książki Nicolasa Harnoncourta Muzyka mową dźwięków 2. zapoznaniu się z interpretacjami utworów w wykonaniu kontratenorów. Jako pierwszego "trafiłam" - Dariusza Paradowskiego i do dziś mam niewątpliwą przyjemność podczas słuchania jego popisów:-). Taka adoracja poprzez wspomnienie inicjacji. Największą miłością okazał się jednak inny kontra-głos męski, którego nota bene właśnie słucham podczas robienia tego posta - Philippe Jaroussky i co tu wiele mówić, to wspaniałej ręce Hanah zawdzięczam estetyzację Philippem. Jeśli musiałabym znaleźć przykład na rozpięcie binarne pojęcia estetyki - żeby podać dwa skrajne (jednocześnie tak bardzo przegięte, że stykające się końcami) kategorie przeżycia subiektywnego piękna na najwyższym rejestrze - takim, kiedy przyjemność i obcowanie z pięknem stawia nas w sytuacji bezsilnej, strasznej, kiedy to doświadczenie bardziej boli niż raduje - ze smutku za niedoścignionym ideałem... to mogłabym właśnie powiedzieć: oto, to wszystko słyszę na "Beata Vergine" i chwilach gdy Philippe śpiewa: Vulnerasti cor meum... W muzyce klasycznej - jak w każdym innym rodzaju - jest wiele sztampy, blagi i cekiniarskiej przebojowości. Nic dziwnego, wszak nie tworzono jej tylko i wyłącznie ku "awangardzie". Ale czasem są takie kompozycje czy wykonania, że egoistyczna chęć zagarnięcia wzruszenia, przeżycia i doświadczenia nie pozwala mi nigdy słuchać właśnie Jaroussky'ego z kimś innym. Straszna jędza ze mnie:-)
Gabriele D'Annunzio utrwalił w Le vergini delle rocce taki dość słynny fragment:
Kiedy wszystko będzie już sprofanowane, kiedy wszystkie ołtarze Myśli i Piękna będą przewrócone, kiedy wszystkie urny zawierające esencje idealne będą potłuczone, kiedy zwykłe życie codzienne zejdzie do najniższego poziomu degradacji, kiedy w wielkiej ciemności zgaśnie ostatnia paląca się lampka, wtedy tłum zatrzyma się ogarnięty paniką (...)
Nie bardzo wierzę w tłum i jego refleksję, ale cenię sobie ten fragment (choć nie jego następstwo i obowiązkową konsekwencję - jeśli wiecie co jest dalej;-) bo staram się widzieć w nim ostatnią palącą się lampkę jako głos Philippe Jaroussky'ego.
Tylko z estetyki uwaliłabym to upodobanie do tłustego dupska i zapuszczonych pleców. Więc barok tak, ale chudy baroque:-)

4 komentarze:

Studyta pisze...

Ha, oto wreszcie spotykam kogoś, kto czytał Harnoncourta. Jest nas dwoje :-)

I jeszcze jedno: IMO istnieje ogromna przepaść między barokiem w muzyce (bardzo fajny) i barokiem w malarstwei, rzeźbie, architekturze (raczej bardzo niefajny, omdlewająco-egzaltowany styl).

Patrycja Blaum pisze...

Stu@
no nie żartuj, że nikt Harnoncourta nie czytał. Wszak to był hit wówczas. Nawet Najlepszy z Braci czytał, a bynajmniej nie gra na instrumencie wykonanym w sposób dawny;-)
To tak jakby chcieć pisać o muzyce współczesnej i nie znać Crisa Cutlera "O muzyce popularnej" ;-)

Ps. niektórzy malarze dawali radę - ale większość to fakt - mega zbiorowa histeria.

Studyta pisze...

Ja nie mówię, że nikt nie czytał tylko, że w kręgach w jakich się wtedy obracałem (a częściowo obracam się i dziś) nikt po te knigę nie sięgnął albo wręcz nie miano o niej pojęcia.

Patrycja Blaum pisze...

Stu@
bieda jednym słowem :-)