poniedziałek, 11 maja 2009

Klarowny wstręt polityki


Borko, myślę ja sobie (tak, tak czasem chyba myślę choć różnie to w życiu bywa jak tak nieopatrznie spojrzę bardziej w głąb siebie:-)... że za "kotlet" czyli robienie eventów to człowiek powinien dostawać extra kasę za pracę w warunkach podwyższonego ryzyka. Na szczeście sobotni event na zamku Czocha dla pewnej spółki Skarbu Państwa, okazał się być jedną najbardziej udanych imprez jakie od lat trzech pod szyldem jabłonki herbu absyntowe jabłuszko produkujemy. A miałyśmy obawy... Po pierwsze, bo same organizatorki były na kacu i dopiero po wychłeptaniu dwóch lampek dobrze schłodzonego białego winka z zamkowej piwniczki mogły w miarę się pozbierać i wziąć do roboty (choć to nader termin na wyrost). Po drugie - bo target prawie w stu procentach męski czynił pewien niepokój. A jednak było inaczej:-) Reasumując - poszło naprawdę dobrze, a wyjątkowo fantastyczne plenery dolnośląskiego zamczyska okazały się nader gościnnym miejscem. Z radością mogłyśmy więc zrobić hyc do zamkowego łóżeczka i rankiem powitał nas malowniczy widoczek i niedzielne słoneczko. Jako, że trudno tego typu rozrywki zaliczyć do ambitnych, ponieważ rozgrywają się w myśl dobrze pomyślanej zasady: jedzenie, tańczące kobity, wódeczka i śpiew to uraczyłyśmy się w niedzielę spektaklem "Szajba" w reżyserii Jana Klaty. Więc należałoby napisać: jak było? Co o tym myśli sobie mała Pat? Jeśli w ogóle ma prawo myśleć, bo w ramach preferowanej przez ogół - instytucjonalnej interpretacji odbioru sztuki, to może nie wypada pisać co się na dany temat myśli:-) Jednak, korzystając z wytrycha jaki daje autystyczny wdupizm na zdanie wszech-ludzi, napiszę ja tak: ano mnie sztuka Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk w reżyserii Jana Klaty zaskoczyła swoją przewidywalnością i ciągnięciem stereotypem. Obrazoburcze czy szokujące to jest zapewne dla dobrych mieszczan i odbiorców kanałów informacyjnych TV z oficjalnego obiegu, gdzie w żywe oczy pałuje się powagą bzdety i z dupy wyjęte incydenta. A poważnie: kto choć raz uraczył się alternatywną interpretacją rzeczywistości społecz-politycznej niż ta, którą mamy w tak zwanej telewizji, ten tropy tego spektaklu złapie od razu. Czy mnie się podobało? Ano było zabawnie - choć niestety poza fajerwerkiem trochę (a może dużo?) mało. Bo, że seks, ohyda-polityka, polew z ikon współczesnych obaw oraz te cudne naśmiewanie się z rozpadu relacji żona-mąż na zasadzie wydumanych pragnień o ekstatycznych przeżyciach, to jedno. Tyle, że co dalej? Co dalej? To jest tak jak z wulgaryzmami rzucanymi na lewo i prawo ze sceny. Jako, że samej mnie to nie jest obce, a i słowotwórczy szał w obrębie tworzenia kolejnych poziomów przekleństw obserwuję każdego dnia, to słuchając tego mamrotu ze sceny, po godzinie myślałam sobie: gosh, a niech ktoś w końcu powie jakieś piękne normalne słowo:-). Ale ten spektakl to zapewne dobra terapia dla tych, co pąsowieją przy słowie kurwa, a nocami marzą o słowie dziwka - katharsis daje radę:-) Sumując tak sobie na luzie: 1."Szajba" przypomniała mi taką jedną recenzję komiksu o debilizmie korporacji czyli o Dilbercie. Ano był to jeden z najbardziej rozpowszechnionych motywów, ponieważ naśmiewał się z realu, w którym żyli jego odbiorcy, na sposób bezpieczny. Pośmiać się z siebie przez łzy czasem, ale nie daj Boże zmieniać. Niby czujemy się tacy fantastycznie zdystansowani bo łapiemy ten luz i ironię, ale czy jesteśmy w stanie zmienić zastaną-obmierzłą rzeczywistość? 2. "Szajba" mnie się skojarzyła (nie ukrywam sentymentalnie) z numerami i poczynaniami takiego gościa co się zowie Eminem - i najbliższa to dla mnie analogia. I wracając do chatki pomyślałam sobie, że a i owszem git, ale ja Eminema to lata temu słuchałam:-) Choć oddajmy sprawiedliwość -właśnie Pan Emi nagrał nową płytę - więc może to da radę i może czekają na taki dyskurs nowi odbiorcy.
No i ta straszna ohydna polityka, taka wstrętna oraz obleśna, a fe, aż każdy fajny świadomy człowiek chce od niej trzymać się z daleka... tiaaaaaaa :-) - takie wtłuczenie wizji w głowy mas to zaiste wielki triumf współczesnych polityków.

ps. aha i jeszcze jedno: nie jest to sztuka anarchiczna. Zdecydowanie nie:-)

2 komentarze:

Dante pisze...

Aleksandr Dugin twierdził że dziś sojusznikami reakcjonistów są demokraci (tzn tacy ludkowie co wierzą w demokracje szczerze). Qrna, coś jest na rzeczy.

Patrycja Blaum pisze...

Za posępnym Duginem to ja szczególnie nie przepadam, ale nie wykluczam, że miewał rację :-)
Insza sprawa - wczorajszy teatrzyk sprawił, że refleksyjnie sobie westchnęłam na wspomnienie książki "Czerwone i czarne" Stendhala - doskonały opis polityki, kariery i relacji - nieustannie aktualny:-)