wtorek, 12 maja 2009

Krótki wpis o korzystaniu z toalety


Borko, lata świetlne temu, w erze przed-komórkowej i przed-internetowej, ba nawet przed-komputerowej podstawowej, będąc małą dziewczynką słyszałam od Istot Starszych taką story o jednym temacie pracy magisterskiej na uczelni typu AWF. Otóż, student pisał pracę o wyższości pozycji kucznej podczas procesu defekowania nad pozycją stojącą. Nevermind(e). Jak widać, kwestie związane z podstawowymi funkcjami fizjologicznymi bywają ważne, choć zdawać by się mogło, że w czasach "triumfu cywilizacji" nie powinny stanowić problemu. Ale... okazuje się: nie jest to wcale takie oczywiste:-). Otóż, od trzech lat gnieździmy się jako biuro w dość sympatycznym budynku na wrocławskim Rynku. Rzecz raczej oldskulowa. Na naszym piętrze jedna toaleta została przeznaczona dla osób posiadających książeczkę SANEPiD, a druga dla pozostałej hałastry. Przez dwa lata radośnie przynależała tylko do naszej "jabłonki" i był to cudowny czas, usłany dobrym mydłem w płynie, ładnie poskładanymi ręcznikami i czystą toaletą. Ale czasy się zmieniają. Od roku z okładem, naszymi sąsiadami jest firma zajmująca się (he he he) usługami finansowymi - sieciowa. W związku tym przewalają nam się tłumy rekrutacyjne i ogarniturowane, okrawatowane itp. Można powiedzieć - dla przeciwwagi do naszego raczej lumpiego stylu bycia - zrobiło się Światowo. Wielki świat zwalił się na nasze małe pięterko z takim ogromem, że nie wytrzymała tego wspólna toaleta. Z chwilą objawienia się prawdziwego kapitału zaczęła się zapychać i wybijać. Próbowałyśmy walczyć z blokadą na różne sposoby, czasem udrażniając kanał przepływu. Po kolejnym skandalicznym, a może dywersyjnym przyblokowaniu muszli klozetowej - postanowiłyśmy wywiesić ogłoszenie (na załączonym obrazku) -pomogło na miesiąc. Dziś, po tradycyjnym lunchu, który jemy z Najlepszym z Braci, Mo udała się zmyć naczynia. Cześć z kranem i umywalką była wolna, natomiast część kluczowa - zajęta. Przebywał w niej osobnik płci męskiej - co Mo ustaliła nasłuchowo - ponieważ "PanFinansista", w trakcie, rozmawiał sobie przez telefon komórkowy:-). W końcu pan wyszedł, rzucił Mo sympatyczne "dzieńdobry" i dalej gadając przez telefon wybiegł z toalety (nie myjąc rąk). I co się ukazało oczom Mo? Zapchany kuwa i zalany wodą kibel z pływającymi wesoło zwojami szarego papieru toaletowego w cuchnącej bryi. Można powiedzieć - czara pełna shitu przelała się. Mo poszła więc do biura finansistów i poprosiła byłego użytkownika toalety aby udał się razem z nią na wizję lokalną oraz posprzątał swój śmierdzący problem. Podwinąwszy białe mankiety delikwent wziął się za robotę. Skruchy nie okazał - wyraził jeszcze, przez zaciśnięte zęby, że "stawiamy go w niekomfortowej sytuacji". Tia, być może nie jest to przyjemne zajęcie, ale na pocieszenie zauważę, że przepychanie własnego gówna to nic w porównaniu do tego, kiedy trzeba się zmierzyć z "cudzym podrzutkiem":-).

3 komentarze:

mz pisze...

ja jebię... delikatne jesteście, nie powiem :)))
ale wcale się nie dziwię. wszak pamiętam, prawda, mieszankę zapachów, jakie pozostawiali za sobą panowie w garniturach :)
szczególnie jeden :P:P:P

Studyta pisze...

Murwa, to miałyście szczęście! Ja tropię naszego biurowego sralucha od dwóch miesięcy i jak na razie mam tylko mocne poszlaki.

bibliofil pisze...

To mi trochę przypomina mi się dialog z Lulu na moście o zajebistej lasce w samolocie, po której wszędzie było pełno gówna i ... ;-)
Ciekawe o czym ludzie rozmawiają przez komóry przy sraniu?