niedziela, 25 listopada 2007

Mixując poranek niedzielny


Borko, baronowo telefonów wykonanych w samą porę, bardzo cieszę się z naszego wieczoru w Camaron. Tym bardziej, że oparłam się smażonemu bekonowi z hiszpańskimi pomidorami, bo jak wiadomo po 18 jadają tylko zakochani albo nierozważni i zdołowani :).
Flamenco ma siłę wyciągania namiętności na wierzch i czasem należy sobie "pogadać" - zwłaszcza kiedy pogadanki kończą się konstruktywnymi wnioskami :)
Tak czy siak, wieczór należał do tych celujących i nawet nie bruka mojej pamięci wspomnienie tych watach przetaczających się po Rynku i knajpach w jakiejś nowej modzie poszukiwania "szybkich namiętności". Ba, zresztą nad wyraz jestem chyba "szlachetna" używając w tym określeniu słowa "namiętność" ha ha ha.
Oke - ten weekend w naszym małym smętnym i ponurym jak azjatycki horror Wro był dość owocny w wydarzenia. A to finalizował się Festiwal Blogów, na którym lansował się Łuks z 5W, a to Redaktor postanowił zostać TWÓRCĄ i założył bloga o horrorach (link macie na mojej stronie), a to Dziewczyny spinały finał akcji Kampania Przeciwko Przemocy (też już pisałam o tym), a to Mała Blogerka przyniosła do "domu" pierwszy w swoim życiu dyplom "małego wykształciuszka" ;))))), a to rankiem doznałam "oświecenia" czytając zaległego listopadowego Pressa i wczorajsze Wysokie Obcasy.
Pressa - bo rewelacyjny kawałek jest o Wróblewskim (ex naczelny Newsweeka) oraz o Kamińskim (od kampanii wyborczych PiS) - normalnie super robota, fajnie się czyta i do tego można mieć sporo refleksji własnych - co nader jest rzadkim przypadkiem jeśli chodzi o polskie media ha ha. Natomiast Wysokie Obcasy po raz kolejny pokazują, że "potrafią" robić lepsze wywiady z mężczyznami niż z kobietami - zaskakujące cudownie he he. Tym razem jest to zaje-fajna rozmowa z Bartoszem Żurawieckim (dziennikarz) pt. Wolę własne łóżko. No, szacuneczek za takie materiały - subtelne, a jednocześnie pozbawione fałszu zasłonek kontrolowanej interakcji. Naprawdę zaskoczyli mnie w sposób pozytywny.
Na koniec komunikacyjnego poranku - dostałam sms od redaktor Sylvuni, że właśnie "Jebany Paryż zgubił jej bagaże". Mogą ręce opaść. Wro i tak EXPO ma przerżnięte, a relacjonować to z świadomością utraty własnej walizeczki to podłe, naprawdę podłe uczucie.
Mimo wszystko spoglądajmy z lekką ironiczną ufnością w przyszłość :)
Wybierając "ilu" do dzisiejszego wpisu, przeglądnęłam zasoby komórkowe i znalazłam fotę z tego roku, którą zrobiłam z nasypu nieopodal ulicy Krynickiej we Wro. Panorama jest przepiękna. Widać pustą przestrzeń podwrocławskich dzielnic i fragmenty Brochowa. Patrząc na zdjęcie robi mi się przyjemnie miło, emocjonalnie. Ale jest też druga strona medalu: czas przefiltrował negatywne aspekty tej sytuacji. I dobrze, należy kolekcjonować pozytywy, a nie tylko negatywy. Ale nie dajmy się uwieść przeszłości widząc w niej same najlepsze rzeczy. Wbrew pozorom - wszystko przed nami, kochani ;)

4 komentarze:

mała blogerka pisze...

no rzeczywiście Mała Blogerka się teraz na dyplom lansuje :)))) wszak to już jakieś wyższe :)
dobrze, że fota nasz taka mała. bo już miałam obawy, że świat zobaczy nasze durne miny :) hehe

Patrycja Blaum pisze...

E tam zaraz durne. Fajny był to wyjazd - nieprawdaż?

mała blogerka pisze...

fajny, fajny :) ale już tam nigdy nie pojedziemy. wiele rzeczy się pozmieniało - zresztą gadałyśmy o tym. ale tak to już jest - niektóre wyspy się odłączyły.
teraz fajne wyjazdy będą w inne zakątki kotliny :) by the way: spadł już śnieg. taki delikatny. w sam raz na kolejną wyprawę do Bardo Maryja :) ja na sesyję dziś sobie strzelam włochy na czarno :) oj, się będzie działo :) hehe

mała blogerka pisze...

chociaż to, co ja wtedy miałam na głowie to jakiś dramat. wczesna, kurde, Renia Beger :]