poniedziałek, 5 listopada 2007

"Puszczając się" czy "Piłam z..."


Borko jest fanką różnych najdziwniejszych seriali. Zawsze zaskakuje mnie swoją wytrwałością w tej "materii". Dla przykładu, zdarzyło jej się oglądać po 12 godzin swoje ulubione serie longiem bez wychodzenia z łóżka:) Ale było to też za czasów, kiedy Borko jeszcze paliła tytoń, więc nie wiem czy teraz w nowych okolicznościach wytrwa w swojej postawie.
Ja nie mam takiej "ręki ani oka do seriali". Dla produkcji polskich nie mam natomiast cierpliwości. Jednak było/jest kilka takich, które lubię, albo czekam wręcz.
Tak jest choćby z filmem "Gotowe na wszystko" ha ha. Myślę sobie z rosnącym zaskoczeniem, jak bardzo ten film dobrze i celnie opowiada o świecie, o kobietach. Choć co trzeba zaznaczyć - dobrze nie oznacza wcale pochlebnie.
W ogóle chyba tak naprawdę z "pochlebnym ujęciem danego wizerunku" to mamy zazwyczaj do czynienia tylko w sytuacjach teoretycznych, no może jeszcze "na papierze" bo wszak papier zniesie wszystko, albo prawie wszystko:)
Serialowość wchodzi ludziom często w nawyk. To tak jak z modnymi felietonami - kiedy czeka się na kolejny kawałek wyskrobany przez ulubionego "pismaka". Jak ostatnio dowiedziałam się z "Wysokich obcasów" te seriale felietonowe (szczególnie dla kobiet) sięgają bo kontrowersyjne tematy. I tak jednym z bardziej czytanych felietonów na tzw. "Zachodzie" jest rubryka "Puszczając się" ha ha ha. Jestem ciekawa takiego odpowiednika w polskiej prasie kobiecej. Choć może inaczej. Nie jestem ciekawa. Zważywszy na to, że u nas najbardziej atrakcyjne dla masowego odbiorcy jest to co przypomina "coś co jest podobne do czegoś z czym mamy do czynienia na rynkach zachodnich" to efekt może być żenujący. Tak jak w przypadku wszystkich naszych gwiazdek i innych produktów, które powstają w odpowiedzi na to "Coś" z wielkiego świata. Nawet gdybym bardzo chciała mojego blożka przerobić na felietony plotkarskie, to niestety rozczaruję Was - nie miałabym co pisać ciekawego w takim kontekście jak "puszczając się", ale już o rubryce "piłam z..." mogłabym pomyśleć (przy czym to picie to ja moi drodzy nie traktuję w sensie negatywnego upadku buraczanego - tylko bardziej w kontekście "biesiadnym". Dobra, tłumaczę się trochę;).

Brak komentarzy: