wtorek, 6 listopada 2007

Wszystkie ulubione bohaterki w jednym ujęciu


Borko nigdy nie zapytałam się, kto jest Twoją ulubioną bohaterką. A może jest ich więcej, bo czasem jedna figura nie wystarcza do tego aby nakreślić zarys pełni.
Można powiedzieć, że to dokładnie tak samo jak z miłością. Rzadko się zdarza aby w kimś/czymś znaleźć pełnię wartości, której poszukujemy. Czasem się to zdarza - fakt, ale mi się nie przytrafiło, więc mogę tylko mówić o "puzzlach". Tak więc miałam to szczęście/nieszczęście znaleźć to wszystko tylko porozrzucane w kawałkach. Zupełnie jak w micie o Ozyrysie. Niestety jakoś wszystkie rozczłonkowane kawałki "ciała" nie chciały połączyć się w jeden boski organizm :) Tak chyba jakoś pechowo wyszło, że jak znalazłam ten drugi kawałek to ten pierwszy zaczynał już gnić. A oprócz tego jakby było mało, wszystkie te cholerne kawałki nie chciały za nic być jednym współgrającym "ciałem" tylko upierały się przy swojej indywidualności:)
To taki żart. Cóż, jeśli czegoś nie można mieć, to lepiej z tego zrezygnować. Ileż rozczarowań mniej na świecie, gdyby czasem (od czasu do czasu) trzymać się tej zasady.
Wracajmy do bohaterek, ulubionych bohaterek. Z tymi pójdzie łatwiej niż z miłością. Bo one sobie żyją "równomiernie, samodzielnie, swobodnie".
Najbardziej ulubioną bohaterką wszech-moich-historii jest baronowa Blixen.
Na Karen Blixen długo patrzyłam sie poprzez pryzmat filmu "Pożegnanie z Afryką". Dopiero później przeczytałam jej książki. Ale lepiej później, niż później ha ha.
Tak więc Blixen to prawdziwy TOP. W zasadzie mogłabym sobie powiedzieć: normalnie nic bym nie zmieniła. Jest doskonała!
Każdego wieczora kładę się do łóżka i cytuję sobie: Miałam w Afryce farmę u stóp gór Ngong.
Czasem to tak mi się wydaje, że ja też już po etapie "spalenia farmy, porzucenia męża i śmiertelnej stracie właściwego kochanka". Cóż, taki lajf, a przenośnia jest dobra na wszystko. To teraz czas na podróż "na północ" i pisanie książek. Można i tak, czemu nie?
Oprócz wywołującej wszystkie te nostalgiczne wspomnienia Karen, przychodzi kolej na Leni Riefenstahl. Zostawiając wszelkie kontrowersje na boku, przyglądam się zawsze bacznie jak można mieć coś, co jest ważniejsze niż jakiekolwiek błędy i wtopy, które popełniliśmy/popełnimy - talent :).
Następna? Misia Godebska-Sert! Dlaczego? Bo Misia! Proste, choć nie dla każdego jasne. Ale zazdroszczę Misi, bardzo zazdroszczę.
I jeszcze: Sylwia Plath. Za zrozumienie depresji w stanie czystym.
Nie chce mi się teraz pisać o wszystkich ulubionych bohaterkach żyjących w świecie literatury, filmy czy szeroko pojętej pop kultury. Lista musiałaby być o wiele dłuższa. Tłumaczenia bardziej obszerne, a pewnie i wszystko razem nudniejsze. Choć na pewno temat fajny. Napisać książkę o wszystkich swoich pop kulturowych idolkach, chronologicznie i z umiejętnym wskazaniem na ich ewolucję wraz z trwaniem życia autorki ha ha.
Zostańmy przy tych realnych. Myślę, że wirtualności, nierealności, surrealności i innych mamy zbyt dużo w życiu na co dzień.

3 komentarze:

mała blogerka pisze...

wróciłam :) żyję :) zarówno po Rumunii jak i po trunkach wszelakich już w kraju :)
jak napiszę książkę o Rumunii, to będziesz mnie mogła dopisać do ulubionych autorek! hehe! ta moja megalomania :)

Patrycja Blaum pisze...

Mart, to jeszcze musisz pojechać do Rumunii z kilka razy:) i zakosztować w karpackich specjałach.
Ale bardzo, bardzo się cieszę, że złapałaś bakcyla rumuńskiego i masz już 1 wizytę w Transylwanii za sobą :)

mała blogerka pisze...

no to przecież przystojnego rumuńskiego studenta nawiedzić trza :) tylko najpierw napiszę mu kilka maili :) zaraz się za to zabieram :) hehehe :)