czwartek, 29 listopada 2007

...no Martini? no party!


Borko czy picie alkoholu to tryb odreagowania czy upadlania? Pytanie retoryczne. Bywają wszak różne konteksty i konsekwencje spożywania trunków wyskokowych.
Jednak, są takie dni, podczas których może okazać się, że zakupy i Martini to najlepsi przyjaciele kobiety;)
Zakupy pozostawmy na boku, bo nie ma o czym pisać. No, może o tym, że ostatecznie i bezwarunkowo porzuciłam (nie tylko ja;) markę H&M - przez lata ostatnie trochę faworyzowaną i traktowaną z sentymentem. Nie ma co - spotykać na każdym rogu "kawałek swojej garderoby" to dość frapujące. Eh, oczywiście potraktujcie to jako żart i wolny wybór konsumencki:).
Wracając do Martini. Jak się okazało - wyjątkowo atrakcyjne jest zastąpienie w drinku tradycyjnych kostek lodu zamrożonymi wiśniami. I tak do dużej szklaneczki lejemy na zamrożone wiśnie Martini, dodajemy plastry cytryny i pomarańcza (można wycisnąć też sok z cytryny) i heja. My nie rozcieńczamy Martini mineralną - uprzedzam, szkoda smaku. Jest to na tyle rewelacyjne połączenie, że 1,5 litra można zrobić wieczorową porą w środku tygodnia w sposób szybki i sprawny. A ileż radości przy tym.
Tiaaa, etap wódki już mnie nie bawi, bo "wódka już nigdy nie będzie tak pożywna"...jak kiedyś w winnych czasach, w innych kontekstach:) Piwo - pasuje na mecz i do knajpy oraz nad Odrę. Wino - jest zawsze świetne, ale czasem trzeba przełamać zwyczaje, żeby nie popaść w rutynę. Pozostaje jeszcze Jack Daniels - bardzo dobra napitka, ale nie każdy lubi i nie z każdym chce to pić;). Ginu "Szafir Bombaju" pić też raczej nie zamierzam więcej - bo to co miałam wypić w tym wcieleniu, to już chyba zaliczyłam. Nooo, na koniec warto jeszcze wspomnieć o Absyncie - he he he. Ale umówmy się, to nie jest "wódeczka", którą należy wlewać w siebie bezkarnie i obcesowo - choć mnie tam zawsze się z nią kojarzą fajne przygody. Hm, fakt - czasem z "odłączeniem prądu", ale mimo wszystko bardziej fajne niż bardziej złe.
Miałam kiedyś znajomego co nosił koszulkę "Only vodka and sex matter", hm - dość to przereklamowany slogan, myślę że hasło "Only Absynt and Cabernet Sauvignon matter" - brzmi zdecydowanie lepiej;) i mniej prostacko-krzykliwie;)
Dla przyzwoitości i po prawdzie dodam jedno: popijanie w tygodniu ma swoje konsekwencje, spóźniamy się na odcinek roboczy, kręcimy się jak mgle budyniowej, kreatywność nieco mniejsza. Ale za to jak humor dopisuje:).

6 komentarzy:

mała blogerka pisze...

ale mi zrobiłaś niespodziewankę! w dodatku z hasłem przewodnim mojego orgazmusa :) ależ mi się miło zrobiło :D
no i alkoholowe klimaty :) miło się czyta tak w środku tygodnia :) więcej takich poproszę!

Bell pisze...

patrycjo blaum i moniko... nie idźcie tą drogą...

Patrycja Blaum pisze...

"nie idź-cie tą drogą, którą idą wszyscy..." ;)))))

pinio pisze...

witajcie na tej drodze Moniko i Patrycjo! Uważajcie nie jest ona prosta i radosna. Nie raz Was może zemdlić od maszerowania. Spowodowac, że będziecie chciały wyrzucić z siebie wszystko !

Patrycja Blaum pisze...

Pinio - niech zemdli, a nie "zmorze" :) i pamiętaj: kto nie pije ten kapuje - że tak sobie zażartuję :)

bell pisze...

...poza tym przez pryzmat dna butelki świat jakiś mniej okrutny jest...