wtorek, 9 grudnia 2008

Jak dobrze grają to i biała gitara przejdzie;-)))


Borko, a więc starość starością, lenistwo lenistwem, smuteczki smuteczkami, kasa kasą, inne problemy innymi problemami, ale... ale raz na jakiś czas trzeba dupę ruszyć z zastanych torów i pójść na koncert :-). Ba i to na jaki.
tak się ładnie złożyło, że do mojej wioseczki wrocławskiej zajechał ponownie Satyricon:)))) Jako, że dwa lata temu, kiedy grali pójść nie mogłam bo działy się u mnie dantejskie życiowe sceny i w sumie żałuję, że zamiast iść na koncert zamartwiałam się jakimiś bzdurami, których już nawet nie pamiętam. Potem jeszcze nie pojechałam na "śląskie metalowe spędy" i normalnie nie-wiele już brakowało, a osiwiałabym bez zobaczenia pana Satyra, kolegów i koleżanki (na klawiszach) na żywo. Więc, mimo zagrożenia chorobą, poboru antybiotyków przez Najlepszego z Braci - zebraliśmy się organizacyjnie w garść, wdzialiśmy dresiki, wskoczyliśmy z "megankę" i pojechaliśmy przepuścić nieco gotówki z klubu WZ. I było warto.
Satyricon to taki zespół, który wie o co chodzi w muzyce i w byciu na scenie. To jest ten rodzaj dźwięków, energii i hałasu, który podnosi w ludziku poziom zadowolenia do maksimum i jeszcze od wczoraj mnie trzyma. Zaczęli od We are Possessed... a potem było coraz lepiej:-) Hiciory z Volcano, Rebel E... i Now, Diabolical, blackmetalowe starsze wycieczki oraz w końcu Mother North i wiele, wiele innych nie pomijając zajawki nowego albumu The Age of Nero. Sigurd Wongraven czyli Satyr z zaczesanymi "na brylantynę" do tyłu przyciętymi włosami i w koszuli wyglądał jak krzyżówka Nicka Cave'a z Petrem Murphym - co akurat mnie urzeka bo mam słabość cholerną do takiej estetyki ha ha ha. Cool! A, że jest poziom fajności w którym ludzikowi morda się cieszy i wszystko odpowiada to niech świadczą o tym słowa Najlepszego z Braci, który podsumował występ "S" w ten sposób: "zobacz, jak muza zajebista to nikt z radykalistów i na brak fryzury nie narzeka ani na gitarę w kolorze białym...":-))))
Yeah :-)

Brak komentarzy: