piątek, 5 grudnia 2008

Zanim nadejdzie przesilenie


Borko, a więc chyba ten czas przed 13. kiedy to słońce pokona ciemność jakiś rozlazły się zrobił. To chyba standard, że jak tylko wpadnie się w lekkie rozprężenie to powrót do trybów pracy na wyższych obrotach jest dość ciężki. Nie mówiąc już o zaprzyjaźnieniu się na nowo z weną twórczą. Ale pozostaje mieć pewność, że wszystko po czasie wróci do normy, tak jak i uda się małymi kopniakami wywalić "chuja" z agentury - co również opornie, ale jakoś do przodu idzie. Eh, grudzień, grudzień... lepiej byłoby go przemierzać np. po zaśnieżonych stokach rumuńskich Karpat, pić gorące wino w Braszowie, albo choćby spoglądać na Fiordy, ale nie ma co narzekać. Nie tym razem to kiedy indziej. A wywołując dobrego wilka z lasu - sprawdziłam dziś połączenia Wro-Barca-Rzym-Katowice i nawet można to wszystko zgrabnie połączyć i wcale nie po tak strasznych kosztach. Wiadomo jeszcze hotele, wyszynk i zakupy, ale to nie ma co martwić się na zapas.
Wczoraj poszłam do Mamy Tobs i oprócz prozaicznych plotek i innych takich, trafiłam na mój "ulubiony" tygodnik kolorowy, a w nim swój he he horoskop co nie wróży mi nic fajnego oprócz własnego zadowolenia. Cóż, takie to czasy rozwrzeszczanego onanizmu - więc chyba pozostaje tylko lekko wzruszyć ramionami i zaakceptować to "co dają" i basta. Oczywista, jeśli ogólnie brać na poważnie bzdury z kolorowych gazet. Choć co tu dużo mówić, czasem lekka infantylność pozwala nam przetrwać burze i napory liczne ;-) grunt to nie dać się wrzucić do studni pt. śmiertelnie poważne traktowanie lajfu.
Szukałam na dziś jakiegoś fajnego kawałka do poczytania, wprost w opozycji do lektury jaką przeczytałam w ostatnim tygodniu (o rozrywkowym życiu socjety w NYC) i znalazłam to:
Fragment wiersza Emily Dickinson (wszak niebawem jej urodziny - 10 grudnia)

Gdy uda Ci się, błagam powiedz mi
Bym mogła od razu zacząć!
Śpiesz się! Bo gdy Ty zwlekasz
Ja o nim pamiętam wciąż!

Brak komentarzy: