piątek, 18 września 2009

Boli głowa oraz inne potworności dnia następnego


Borko, jak mnie dzisiaj kuwa głowa boli oraz kac męczy strasznie :-) Ale widok na stolyczny socreal w jasnym słońcu i przy błękitnym niebie bardzo mnie się podoba, ale to zapewne wina tego, że jeszcze trzeźwa do końca nie jestem.

Ps. na zdjęciu kot Coto Marii:-)

6 komentarzy:

tow.von trotsky pisze...

mam nadzieję że rześkie warsiaskie powietrze uleczyło cię z twych boleści, tak czy tak dziękuję za fantastyczny wieczór i pół nocy, mój Boże jak ja dawno nie byłem na tak porządnej popijawie w tak miłym towarzystwie, pozdrawiam piękny niemiecki wrocław, ustaliłem z rycerzem z choszczna jakąś powtórkę z rozrywki, bo kuwa warto, trzymam kciuki i mam nadzieję że cało i zdrowo dojedziesz do domu

tow.von trotsky pisze...

a i tekścik o gabrielu bardzo zacny, czytałem o tym epizodzie gdzieś w jakiejś książce poświęconej dadaizmowi, gdyż bodajże dadaiści francuscy gorąco poparli jego inicjatywę, czy cóś takiego, ale nigdym nic więcej na ten temat nie spotkał, może źle szukałem? w każdym pzdr

Studzio pisze...

A ja miałem chyba kiepskie biorytmy w czwartek bo fizyczne skutki impry odczuwam jeszcze dziś :/ Ale i tak cygaretki są lepsze od fajek i pomagają rzucić palenie tychże hehe.

Patrycja pisze...

von.trotsky@
jak okazuje się na kaca jest zawsze najlepsza praca:-) i nic się tu nie zmienia.
A by the way D'Annunzio - zwanego w dalszej części tekstu - Gabrielem. Z racji tego, że On w ogóle (w chwilach podkurwienia na Italię - czyli wtedy kiedy ścigali go za długi, albo kasy dawać nie chcieli - groził, że przeniesie się do Francji, swej drugiej ojczyzny. Co oczywista wkurzało Włochów). Poparcie dadaistów kwestii Fiume wcale nie dziwi. Podobnie zjechali tam i futuryści włoscy (ale to awangardowe zaplecze pojawia się w drugim etapie funkcjonowania regencji). Tak czy inaczej to ciekawe jak w tamtych czasach był istotny i dość silny wpływ środowisk tzw. artystycznych na politykę. Zauważalne, że od lat 50. i 60. on (w sensie wpływ) słabnie, aż całkowicie zostaje zmarginalizowany. Jakby kontrkulturowe upowszechnienie w czasie "rewolty" lat 60. awangardy sprawiło, że stała się niczym więcej jak tylko kolorowym kwiatkiem przy kożuchu.

Stu@
ta jest - zgadzam się z cygaretkami, choć głowa po nich specyficznie boli:-)

Studzio pisze...

Ciekawe, w czasach dawniejszych ten wpływ też jakoś się zaznaczał, tacy np. goście jak Rubens i Velazquez jeździli z misjami dyplomatycznymi. A dziś? A przecież w rządach i akademiach sztuk brzydkich siedzą te same błazny.

Patrycja Blaum pisze...

Stu@
w zasadzie to właśnie mnie o to chodziło, że ten zanik wpływu nastąpił dokładnie w momencie upowszechnienia czy komercjalizacji awangardy artystycznej (przy czym słowo awangarda nie należy tutaj traktować ściśle związane z nurtem XX-wiecznym, a jako określenie ogólnie środowisk twórczych).
Co do rządów i artystów - odnoszę wrażenie od jakiegoś czasu że sztuka karmi się głównie dotacjami i etatami oraz obowiązkowymi zamówieniami, a na refleksyjną działalność artystyczną już brakuje czasu:-) Choć zapewne to moja lekka złośliwostka.