wtorek, 1 września 2009

Just Drifting


Podobno biblioteka jest labiryntem, literatura opiera się na mitach i onirycznych sterach, a prawdziwą zagadkę stanowi czas, który nie odtwarza tego co tracimy. To ostatnie dzieje się właściwie nieustannie. Zmienne są tylko proporcje, inne dla każdego człowieka. Niektórym dzieje się straty tyle ile jest ziaren w paczce od kawy, innym, mocne razy trafiają się jak świst batoga, raz na jakiś czas tylko, ale bardzo mocno. Następnie jest długa przerwa. Bywa i tak, że pewien negatywny consensus (cóż za dziwny zlepek znaczeniowy, ale tylko pozornie wykluczający się jakby nad tym głębiej zastanowić się) stanowi niejako treść bytu. Zresztą to zupełnie nieważne. Lata świetlne temu maniakalnie lubiłam słuchać nagrań pana G. P-Orridge'a, właściwie to temat na długą - czasem śmieszną, czasem straszną - opowieść, ale jakoś mnie się jeszcze nie chce wspominać, więc sorry. Sednem, a raczej jądrem całego odniesienia się do GP-O jest utwór rozpoczynający płytę Psychic TV Force The Hand Of Chance co zwie się "Just Drifting", jest to jedna z najbardziej doskonałych piosenek, która łącząc w sobie kawał lirycznego popu pod względem kompozycji (tak popu, co może głupio brzmi w połączeniu z PTV, ale w sumie jak kto zna ten projekt i samego ojca założyciela to stanie się dla niego bardzo jasne o co w tym "podprogowym grzebaniu" chodzi), dobry tekst i interpretację, która do tej pory wprawia mnie w niepokój, a to bo wydaje mi się, że jest depresyjna, a to że pełna ironii i drwiny z życia i ciągle nie wiem w sumie... a to znaczy: jest to dobry numer.
Sometimes, just drifting in this simple world.
Może zdecydowanie bardziej pasowałby teraz fragment z Force The Hand Ov Chance, o dekonstrukcji, sprawdzaniu, rozbiorach i ponownym składaniu, ale, ale to już mamy inne czasy i zupełnie przestałam jakby w to ufać (nie-najlepsze słowo) i z "de" to mi widzi się dziś tylko de-strukcja, de-stabilizacja i de-prawacja, wiec cóż, może lepiej zostawić w spokoju to de.
I co będzie dalej? Co dalej? Na końcu długiej uliczki mamy więc drzwi. Szczelnie zamknięte. Widzimy je tylko z oddali, z lekka zachwianą perspektywą. Błąd fotografki, która nie-chcąc stracić kunsztownego detalu okiennego po stronie lewej, zaburzyła harmonię. Stąd "korytarz" niespokojnie chwieje się. Nikogo tu nie ma. Słońce nie przebija się pasmami zza wysokich, wąsko zabudowanych, ścian śródziemnomorskich kamieniczek. Nikogo nie ma. Albo wszyscy już poszli, albo jeszcze nikt nie nadszedł.

Brak komentarzy: