piątek, 4 września 2009

Ostatnia wspólna fotografia


Jastarnia/sierpień 2008 - i to byłoby na tyle z realu. Mama Tobs odeszła. Przeżyła 63 lata. Za mało. Próbowałam przypomnieć sobie dzisiaj rano, kiedy ostatni raz widziałam ją uśmiechniętą. Nie pamiętam. Może właśnie już tylko na tym zdjęciu.
Różne rzeczy pamiętamy, sporo przekręcamy, a nasza wyobraźnia deformuje rzeczywisty obraz wydarzeń. Zostawiam sobie taki wizerunek, który lubiłam najbardziej. 21 czerwca - Jej imieniny - początek wakacji, najlepsza pora roku, słońce. O 6. rano stukot jej pantofli na wysokich obcasach i zapach perfum, potem widok jak, w zawsze dobrze dobranej sukience, biegnie do ogrodu żeby zerwać do koszyka nieco wczesnych czereśni. Na stole zapakowane ciasto do pracy. Ściąga ostatnie papiloty albo wałki z włosów, maluje szminką usta i pędzi obładowana do biura. Po południu wracała z największym jaki kiedykolwiek widziałam naręczem kwiatów. Nikt nie dostawał tyle i tak pięknych kwiatów na imieniny co Tobs. Często brakowało wazonów w domu.
Dziwne to wszystko.

Brak komentarzy: