niedziela, 13 września 2009

She' got a date at midnight


Borko droga, co w czerni i z przyciętą grzywką zawsze wyglądasz cool, a to jesień powoli skrobie do naszych drzwi. Ja to mam ostatnio wrażenie uczestnictwa w czymś takim jak lato przed zmierzchem, ale to może li tylko potrzeba lekkiej hibernacji.
Z racji warunku niezbędnego powrotu do pionu, droga Ags, namówiła mnie na festiwal Dialog w towarzystwie jakiś ludzi, których nie znam, ale co tam, niech będzie, bylebyśmy na T.E.O.R.E.M.A.T Jarzyny dotarli, to uznam całe przedsięwzięcie za udane. Tak czy inaczej nie o tego rodzaju sztuce chce ja dzisiaj tutaj napisać.
Przesilenia ujawniają sfery naszego życia, o których nie mamy zielonego pojęcia. Ba, pełne pychy stwierdzenie, że zdaje nam się wiedzieć o kimś wszystko tylko z tak błahych powodów jak wspólne mieszkanie, dekady znajomości, setki awantur, tysiące uścisków, hektolitry przegadanych godzin... to za mało. Ludzie cholernie niewiele wiedzą o sobie w gruncie rzeczy, posępna zasada głosi nawet, że to co w nas najlepsze rzadko kiedy może znaleźć swoje ujście w tym materialnym świecie i pozostaje zamknięte przed innymi. Zdecydowanie łatwiej wychodzić na zewnątrz różnego rodzaju diabelstwu. Mhm, jest coś na rzeczy. Każdy ma jakieś sekrety i sekreciska - jak się okazuje. Rzecz niepojęta. Kiedy zdarza się - wychodzą na jaw - są tak szokująco absurdalne jak sadomasochistyczna randka o północy (to przenośnia ma się rozumieć;-). Tylko co z tą wiedzą zrobić? Jak po czymś takim wrócić do ciepełka prozaicznej harmonii codzienności. Nie mam zielonego pojęcia. Cóż, pomyślę o tym jutro...
Dla lepszego samopoczucia dodam, że bywają również niewypowiedziane sekrety, które choć dziwne i nieme są jasnymi komunikatami. A to, że nie są to historie z realnym zakończeniem? Kogo to obchodzi. Nie pojmuję tego kultu materialności za wszelką cenę;-)

Brak komentarzy: