niedziela, 27 września 2009

Element gnostyczny w gminie Walim;-)



Borko, a skoro Ty zaraz przyjedziesz na Celtic Street to nie będę do Ciebie nic pisać:-)
Tak więc...
Ostatnia sobota miała w naszym małym regionie zabójczy urok. Idealny jesienny kicz. Wszystko jak trzeba. Niebo tak niebieskie jak na freskach Giotto, słońce, ciepło, pnącza czerwonego wina na stylowych domach, zapach świeżo ciętego drewna, krystaliczne wibrujące powietrze. Afkors nie w mieście, choć co tu wiele mówić, Wro najpiękniej wygląda właśnie w słoneczny jesienny poranek, kiedy niska temperatura sprawia, że krew szybciej pulsuje w żyłach, parki zamieniają się w najlepszy melanż kolorystyczny, a refleksy świetlne dają jedyną i niepowtarzalną szansę do uchwycenia w kadrze aparatu "ducha miasta". W innych porach roku tenże jest widoczny tylko połowicznie, albo chowa się gdzieś za gzymsami lub podszywa pod innych ludzi, a jesienią widać jego cały urok i niesamowitość. Jednak tym razem całe piękno jesieni oglądałam z łagodnych szczytów Gór Sowich, gdzie się Panna Blaum udała podreperować swoje zdrowie i zapomnieć o wszelakich używkach na czas jakiś (zostańmy przy bezterminowym jakimśczasie:-) oraz innych problemach vide kryzys gospodarczy, życiowy, uczuciowy, kosmetyczny, gastronomiczny itp itd.
Sowie są niesamowite. I choć czasem wkurza ta patyna dziadostwa towarzysząca naszej regionalnej turystyce, to i tak warto tam zaglądać.
Ale frukt związany z ostatnim wyjazdem nie trafił się w górach, ani na pod wieżą widokową, ani w lochach kompleksu Riese. Wszystko to wina małych zarośniętych schodków. Wyrosły sobie ot tak, nieopodal głównej trasy, już na obrzeżach miasteczka. Zupełnie zmurszałe pięły się wysoko w górę do małej zarośniętej zdziczałymi krzewami i za bardzo wybujałymi drzewami kwatery. Rodzinnej nekropolii. Mauzoleum musiało być niegdyś okazałe, ale teraz wejście zostało zamurowane surową cegłą, a wszystko wokół zdewastowane i zeszmacone bo jak to bywa rzeczy mistyczne w otoczeniu ludzi często muszą obcować prawdziwym gównem.
Grobowiec w każdym bądź razie został ciekawie udekorowany. Można powiedzieć - miano pod tym względem fantazję, a może i była w tym wszystkim jeszcze jakaś myśl, albo tajemnica, albo sekret lub inne takie fanaberie:


Na głównym portalu zamieszczono scenkę rzymską.


Po lewej stronie wyskoczył gnostycki Ureusz.


Na "rewersie" wyskoczyła zaś klepsydra, którą unosiły skrzydła nietoperza. Ulatujący czas. Posępne, ale i zabawne, w stylu noir.


A na koniec, kolejny wąż trzymał w pysku jajo. Nowe życie.

Taka to historia hm w czasie cyklicznym, nie historycznym.

Brak komentarzy: