czwartek, 24 września 2009

Przypadki pewnej anonimowości


Borko, po prawdzie to ja dzisiaj chyba lekki stan zapaści zaliczyłam, ale jak to bywa w bajkach bądź niektórych filmach, zażycie tabletki postawiło mnie na nogi. Nie ma co, albo nic śmiesznego, czeka mnie diametralna zmiana stylu życia, co jest bardzo przerażające. A smutek przy tym taki, że numery Tristesse de la Lune są wesołym hop siup:-( - a w sumie kuwa są, to może lepiej wymienić Everything dies Type o Negative. Bu:-( Sanatorium i klepsydra. Choć Lou Med napisał dzisiaj, że starość to stan ducha nie ciała. Ja sobie jednak myślę, że nadmierne poczucie szczeniactwa na ciało nie wpływa korzystnie.
Zostawmy kwestie stetryczałej medycyny przedsionka wieku średniego na boku. W całym tym ferworze wydarzyła się jeszcze inna - przynajmniej zabawna historia - i to związana z blogosferą.
A to ostatnio na 5Władzy, patrzę ja patrzę, a tu jest "nowy dyskutant" co bloguje jako Wittman i ma nader ciekawego dla mnie bloga Krajobraz po bitwie, który jest dla tych co lekko spieprzone oko mają na post-militarny ślad:-). Tak czy owak ciekawe to miejsce i opisy fajne. Więc postanowiłam zostać obserwatorką.
He, i z jakim zdumieniem odpaliłam dzisiaj maila znajdując list od dawnego kolegi od studiów, piwa, koncertów i plotek co... jest jak się okazuje autorem Krajobrazu:-)))))))))). Tak czy inaczej dowód jest na to, że po pierwsze: w necie zawsze trafi swój na swojego, po drugie: są tu sami znajomi w gruncie rzeczy, choć czasem przepadają gdzieś na lata.
No co tam Greg mogę powiedzieć: welcome:-) i ja polecam Krajobraz po Bitwie - wielbicielom nor, okopów oraz strupów wojennych.

1 komentarz:

Wittman pisze...

Tak, tak, to jeden z tych splotów przypadków bliskich transcendencji :)) Cóż, zostaje mi tylko podziękować za ciepłe przyjęcie mojego bloga z ust (palców?) tak doświadczonej bloggerki. Big up Pat!