poniedziałek, 16 marca 2009

Bohaterowie po godzinach bywają samotni


Borko, co miałam Tobie do powiedzenia to zdaje się oznajmiłam w sobotę w Salvadorze, więc teraz pozostaje tylko poukładać nieco plany i wielkie zamiary przechodząc finalnie na level realizacji:-) Wszystko będzie dobrze... no, może nie tak kolorowo jak w paczce żelek Haribo.
Dość mam dzisiaj mentalnego ADHD związanego z wiekopomnymi zadaniami oraz wielkomocarstwowymi planami... jak to szło, czekajcie...zima wasza...wiosna nasza ha ha. Zobaczymy. Na szczęście na tym blogu nie trzeba zajmować się polityczkowaniem ani innymi takimi ważnymi i mądrymi zdaniami, od których ta druga część mojej osobowości dostaje świra i dla przeciwwagi albo otrzeźwiającego siarczystego policzka mogę ponarzekać na wiele przyziemnych spraw w tym na takie, że nie mogę się zdecydować ciągle na rodzaj i kolor szalu na wiosnę i cholernie mnie to wkurza, ale jak się okazuje - zima ma chwilowo wrócić, więc problem sam, że tak powiem, się oddalił.
By the way dyrdymałów - jakoby miałam napisać coś o ekranizacji "Strażników" - tu znalazłam po trosze niegłupią recenzję choć ciągle pozostająca w tradycyjnym dyskursie dekonstrukcji dzieła filmowego będącego adaptacją he he he. Co ja mogę dodać? Mało kiedy ostatnio zdarza się mnie wyjść z kina i zapragnąć spaceru niezależnie od pogody. A po tym filmie tak było. Jasne - złożoność całej historii, jej gorycz i przesłanie - robi swoje, ale chodziło jeszcze o coś innego. O rok 85. Ten cały "strażnikowy" bajzel to przewrotny powrót gorzkiej dorosłości do czasów dzieciństwa. Cholernie dobrze "Strażnicy" rekonstruują cały ten bajzel. Jasne - poza kwestią komiksową - "historię w tej historii" zmodyfikowano poprzez inne rozstrzygnięcia kluczowych zgrzytów naszych dziejów - ale nie do tego zmierzam. Przeszłość to nie tylko to co "tak naprawdę" się wydarzyło i martwy zapis faktów, to również wszystkie możliwe spekulacje, nadinterpretacje, marzenia, fantazje i nocne koszmary te miłe (bywają takie) i nie-miłe. I mi taki mesydż z tego obrazka wyszedł. I nie zgodzę się z olinkowaną recką, że można było zdynamizować, przyciąć... oj nieee, cała magia tej historii polega na jej snuciu i syceniu się oraz dokładnym obrazowaniu. No i muzyka - nieprzypadkowa - to temat na osobne pogadanki, ale w sumie po co łopatologicznie klepać coś co każdy zainteresowany dobrze sobie połączy i zinterpretuje jak mu się podoba. Wiele scen z tego smakowitego tortu obraz/dźwięk wyszło jazzy he he, ale zapamiętam dwie - tą z 99 LuftBaloons - Neny oraz All Along The Watchtower - Dylana w wersji Ognistego Mańkuta, ehhhhhhhhhhhhh.

Musi być stąd jakieś wyjście
powiedział błazen do złodzieja
jest za duże zamieszanie
(...)
nie mówmy kłamstw
zapada już noc
naokoło wieży
królewna patrzy i wie
że kobiety przychodzą i odchodzą
bosonogie sługi też
gdzieś daleko stąd
zawarczał dziki ryś
dwaj podróżni nadjeżdżali
i wiatr zaczynał wyć


tia, i to powinno robić za podsumowanie:-)

Ps. a dlaczego kot z butami? - bo to taka nadinterpretacja baśni w krzywym zwierciadle oraz rodzaj komentarza do czynności strażniczych:-)

Brak komentarzy: