poniedziałek, 2 marca 2009

Via Transylvania


Borko, a więc w filmie Nosferatu Wampir Wernera Herzoga jest takie (jedno z wielu) piękne ujęcie (na sam koniec) kiedy to widzimy domniemamy zamek wampira, który przez kilka sekund wizji okazuje się być gruzowiskiem dziwacznych tworów skalnych. Budowlą z pogranicza snu wariata i fatamorgany. Takie zagranie nam "terefere" na nosie. Nigdy nie jestem pewna oglądając ten film czy aby na pewno widzę to co widzę:-) Zdarzają się więc w życiu sytuacje pozornie niezwykłe, dziwne zbiegi okoliczności, fałdy czasowe... okazujące się tylko i wyłącznie omamem. Czasem to cudne omamy, przyjemnie tkwić w ich ramionach, upajać się na chwilę, że oto możemy sobie kształtować nasze wyobrażenia jak rozgrzaną modelinę. I git. Tak jesteśmy skonstruowani, że marzyć na jawie każdemu wolno, a nawet czasem wręcz należy. Bez tej umiejętności, szara racjonalność dnia codziennego pożre nas niechybnie szybko, a na pewno szybciej niż zazwyczaj to bywa :-) Inna sprawa: czasem jak "podglądam sobie" takie sny na jawie innych, to zastanawiam się czy ja też wypadam tak debilnie kiedy to omam toczy się z moim udziałem :-))))

Ps. zdjęcie nie-filmowe tylko własne z drogi siedmiogrodzkiej, którą przemierzyłam oczywista:-)

Brak komentarzy: